Dzień Zesłania Ducha Świętego oznacza kres okresu paschalnego w kościele. Celebracje chrześcijańskie dokonują się w czasie, gdyż są przecież elementem tego świata, ale wprowadzają nas w rzeczywistości boskie, które są do zjawiska czasu wolne. Jako dzieło zbawcze Boga śmierć Jezusa, Jego zmartwychwstanie, wstąpienie do nieba i zesłanie Ducha są jednym „momentem”, jedną rzeczywistością. Liturgia Kościoła, chociaż oddziela Paschę Pana i zesłanie Ducha Świętego okresem trwającym pięćdziesiąt dni, daje nam znaki pozwalające ukazać ścisłą więź między jednym a drugim: jak początek i koniec są częścią jednej rzeczywistości, tak Wielkanoc i Zesłanie Ducha świętego. Pięknym znakiem jedności tych dwóch dni jest także zakończenie liturgii Zesłania Ducha Świętego tym samym uroczystym śpiewem „Alleluja”, które wykonuje się podczas oktawy zmartwychwstania Pańskiego. Przyjmując w dniu dzisiejszym Ducha Świętgo Kościół świadom jest tego, że otrzymuje Go tylko i wyłącznie dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.
Z pism Ojców…
Podczas liturgii w dzień Zesłania Ducha Świętego Augustyn z Hippony mówił:
Bracia, zajaśniał nam ten wdzięczny dzień, w którym święty Kościół promieniuje światłem na twarzach wiernych i płonie ogniem w sercach. Świętujemy bowiem ten dzień, w którym Pan Jezus Chrystus uwielbiony po zmartwychwstaniu przez wniebowstąpienie posłał Ducha Świętego. Tak bowiem jest napisane w Ewangelii, gdy Ewangelista opowiada, że Pan powiedział: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije; a kto wierzy we mnie, z jego wnętrza wypłyną strumienie żywej wody”, to wyjaśnił następnie i stwierdził: „A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego. Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus jeszcze nie został uwielbiony” (J 7, 37-39). Wtedy to jeszcze miało się wydarzyć, że po uwielbieniu Jezusa, gdy powstał z martwych i wstąpił na niebiosa, miał być dany Duch Święty, posłany przez Tego, który Go obiecał. I tak się stało.
Przez czterdzieści dni po zmartwychwstaniu Pan przebywał ze swoimi uczniami, wstąpił potem do nieba i pięćdziesiątego dnia, który dzisiaj świętujemy, zesłał Ducha Świętego, jak zostało napisane: „nagle dał się słyszeć szum z nieba jakby uderzenie silnego wiatru i ukazały się im rozdzielone języki jakby ognia, który spoczął na każdym z nich: i zaczęli mówić wszystkimi językami, jak Duch pozwalał im głosić” (Dz 2,2-4). Wiatr, o którym mowa, oczyścił serca z cielesnych plew, ogień strawił siano dawnej pożądliwości, języki, którymi władali napełnieni Duchem Świętym, wyobrażały przyszły Kościół obecny w językach wszystkich plemion.
Gdy bowiem po potopie pyszna bezbożność ludzka wznosiła wysoką wieżę wbrew Panu, rodzaj ludzki zasłużył na podzielenie na różne języki, aby każdy lud mówiąc swoim własnym językiem nie był rozumiany przez innych. Jednak pokorna pobożność wiernych zgromadziła w jedności kościelnej różnorodność ich języków, aby to, co rozproszyła niezgoda, miłość zebrała i aby rozproszone części rodzaju ludzkiego niczym członki jednego ciała zostały scalone przez dołączenie do jednej głowy – Chrystusa i zajaśniały ogniem miłości w jedności świętego ciała.
Dlatego od tego daru Ducha Świętego bardzo dalecy są ludzie, którzy nienawidzą łaski pokoju, który nie zachowują wspólnoty i jedności. Dobrze, aby i oni dzisiaj zgromadzili się na świętowanie, dobrze, aby słuchali tych samych czytań, które opowiadają o obietnicy i posłaniu Ducha Świętego: niech usłyszą te słowa nie ku nagrodzie, ale dla osądzenia. Co bowiem pomoże im fakt, że słyszą te słowa uszami, ale odrzucają w sercu? Co im pomoże, że świętują dzień Tego, którego światła nienawidzą?
Wy zaś, moi bracia, jesteście członkami ciała Chrystusa, zarodkami jedności, synami pokoju, więc bądźcie dziś radośni i świętujcie w spokoju. W was bowiem wypełnia się to, co zapowiedziane zostało w tamtych dniach, gdy przyszedł Duch Święty. Tak jak wtedy ci, którzy otrzymali Ducha Świętego, chociaż każdy był tylko jednym człowiekiem, to mówił wszystkimi językami, tak teraz jedność, w której ustanowieni macie Ducha Świętego, przemawia we wszystkich narodach wszystkimi językami. Nic bowiem nie odłącza was i nie oddziela od Kościoła Chrystusa, który przemawia wszystkimi językami.
Punkty do medytacji:
Jako główne działanie Ducha Świętego Augustyn z Hippony wymienia wypalenie w nas od tego co cielesne i oraz „dawnej pożądliwości”. Duch Święty całkowicie więc przemienia dążenia naszego serca i stwarza nas w pewnym sensie na nowo jako tych, którzy przestają się koncentrować na tym co cielesne, widoczne i doczesne, a dążą do tego co przynosi właśnie ten Duch. Czy dostrzegam w sobie tę przemianę?
Do czego zaś będzie nas prowadził Duch Święty, Augustyn wyjaśnia w dalszej części homilii mówiąc o umiłowaniu pokoju, jedności i wspólnoty. W czym upatruję główne działanie Ducha we mnie? Czy po fakcie, że jestem zawsze człowiekiem dążącym do jedności i zgody, można poznać, że jestem napełniony Duchem Świętym?














