Strona główna / Liturgia z Ojcami / Świętych Męczenników Korneliusza i Cypriana

Świętych Męczenników Korneliusza i Cypriana

16 września jedną liturgią Kościół rzymski wspomina męczeństwo dwóch biskupów: Korneliusza, biskupa Rzymu i Cypriana, biskupa Kartaginy.

Korneliusz – jak czytamy w Liber pontificalis, księdze przechowującej któtkie biogramy kolejnych biskupów Rzymu – był biskupem 2 lata, 2 miesiące i 3 dni. Mimo tak krótkiego pontyfikatu zapisał się w pamięci Kościoła na trwałe ze względu na heroiczną postawę podczas prześladowań za Decjusza. Początkowo został uwięziony i zmuszany do porzucenia chrześcijaństwa i powrotu do kultu bogów pogańskich. W czasie gdy on przebywał w więzieniu, w Północnej Afryce władze cesarstwa rzymskiego przetrzymywały w areszcie domowym biskupa Kartaginy, Cypriana. List ten przyniósł mu dużą pociechę, ale równocześnie przyczynił się do jego śmierci. Administracja cesarska uznała korespondencję między biskupami jako działalność spiskową przeciw państwu. Liber pontifikalis tak opisuje reakcję cesarza na wieść o dotarciu do Korneliusza pisma od Cypriana:

Decjusz, pełen wściekłości, nakazał wysmagać oblicze błogosławionego Korneliusza biczami zakończonymi ołowiem i kazał zaprowadzić go do świątyni Marsa, żeby oddał pokłon; a jeśliby tego nie uczynił, powiedział, by mu ściąć głowę. I tak się stało. Został więc ścięty w miejscu, o którym mowa, i stał się męczennikiem. 

Cały biogram Korneliusza z Liber pontificalis znajduje się w Bibliotece patrystycznej.

Cyprian z aresztu za Decjusza wyszedł na wolność, ale już pięć lat później poniesie śmierć podczas prześladowań za Waleriana, 14 września 258 roku.

Kościół wspomina ich razem 16 września. Zestawienie Korneliusza z Rzymu i Cypriana z afrykańskiej Kartaginy przypomina o ich współpracy: obaj starali się zachować jedność Kościoła, a zarazem znaleźć drogę powrotu dla ludzi, którzy zawiedli podczas prześladowania.

W dzień wspomnienia ich męczeńskiej śmierci proponujemy lekturę wspomnianego listu Cypriana do Korneliusza.

Z pism Ojców

1. Cyprian pozdrawia brata Korneliusza.

Dowiedzieliśmy się, najdroższy bracie, o chwalebnych świadectwach twojej wiary i odwagi. Wiadomość o zaszczycie, jaki przyniosło ci wyznanie wiary, przyjęliśmy z tak wielką radością, że uważamy się za uczestników twoich zasług i pochwał. Skoro bowiem tworzymy jeden Kościół, mamy jedno serce i trwamy w niepodzielnej zgodzie, któryż biskup nie cieszyłby się z chwały współbrata biskupa jak ze swojej własnej? Któraż wspólnota braci nie radowałaby się radością swoich braci?

Trudno wyrazić, jak wielka zapanowała tutaj radość, gdy usłyszeliśmy o twojej niezłomności i męstwie: że stanąłeś na czele tamtejszych braci jako pierwszy wyznawca wiary i że bracia przyłączyli się do wyznania swego pasterza. Idąc przed nimi ku chwale, sprawiłeś, że wielu stało się twoimi towarzyszami w chwale. Gotowością do wyznania wiary w imieniu wszystkich pobudziłeś cały lud, by również ją wyznał. Nie wiemy więc, co najpierw powinniśmy w tobie pochwalić: twoją natychmiastową, niezłomną odpowiedź wiary czy nierozerwalną miłość braci.

U was jawnie okazała się odwaga biskupa, który poszedł pierwszy, oraz jedność braci, którzy za nim podążyli. Ponieważ macie jedno serce i jeden głos, cały Kościół rzymski wyznał wiarę.

2. Najdrożsi bracia, zajaśniała w was wiara, którą niegdyś pochwalił błogosławiony Apostoł. Już wtedy w duchu przewidział waszą odwagę i niewzruszoną wytrwałość. Chwaląc przodków, pobudził potomnych: pochwałą ich wiary zapowiedział wasze przyszłe czyny.

Dzięki waszej jednomyślności i męstwu daliście pozostałym braciom wielki przykład jedności i odwagi. Nauczyliście ich czcić Boga z głębi serca i mocno trwać przy Chrystusie; pokazaliście, że lud powinien dzielić niebezpieczeństwo z pasterzami, a bracia nie mogą odłączać się od braci w czasie prześladowania. Pokazaliście, że raz ustanowionej zgody nie sposób pokonać i że Bóg pokoju udziela ludziom żyjącym w pokoju tego, o co wspólnie proszą.

Przeciwnik rzucił się, aby gwałtowną grozą zakłócić obóz Chrystusa. Został jednak odparty i pokonany z taką samą siłą, z jaką natarł. Tyle odwagi i mocy napotkał, ile sam przyniósł lęku i przerażenia. Sądził, że znów obali sługi Boże i jak zwykle nimi wstrząśnie, jakby byli początkujący i niedoświadczeni, nieprzygotowani i nieostrożni.

Najpierw zaatakował jednego człowieka: jak wilk próbujący oddzielić owcę od stada albo jastrząb usiłujący odłączyć gołębia od lecącej gromady. Kto bowiem nie ma dość siły, by wystąpić przeciw wszystkim, szuka przewagi nad człowiekiem pozostawionym samemu sobie.

Kiedy jednak odparła go wiara i siła zjednoczonego zastępu, zobaczył, że żołnierze Chrystusa czuwają, zachowują trzeźwość i są uzbrojeni do walki. Nie można ich pokonać, choć można ich zabić; są niepokonani właśnie dlatego, że nie lękają się śmierci. Nie odpłacają napastnikom napaścią — niewinnemu nie wolno zabijać nawet winnego. Chętnie oddają natomiast swoje życie i krew, aby wobec zła i okrucieństwa panujących w świecie tym szybciej odejść spośród ludzi złych i okrutnych.

Jak chwalebny był to widok w oczach Boga! Jak wielka radość dla Jego Kościoła przed obliczem Chrystusa! Do walki rozpoczętej przez wroga wyszli nie pojedynczy żołnierze, lecz naraz cały obóz. Jest przecież jasne, że przybyliby wszyscy, gdyby tylko usłyszeli, co się dzieje: każdy, do kogo dotarła wiadomość, pośpieszył na miejsce.

Iluż spośród tych, którzy wcześniej upadli, podniosło się dzięki chwalebnemu wyznaniu wiary! Stanęli odważnie, a cierpienie związane z pokutą uczyniło ich jeszcze odważniejszymi w walce. Stało się widoczne, że poprzednio zostali zaskoczeni i zadrżeli przed czymś nowym i nieznanym. Potem jednak odzyskali siebie. Prawdziwa wiara oraz siła zaczerpnięta z bojaźni Bożej umocniły ich niezłomnie do zniesienia wszystkiego. Teraz stoją już nie po to, by prosić o przebaczenie dawnej winy, lecz by otrzymać wieniec za swoje cierpienie.

3. Co na to mówi Nowacjan, najdroższy bracie? Czy porzuca już swój błąd? Czy może — jak to bywa z ludźmi nierozumnymi — nasze dobro i pomyślność jeszcze bardziej doprowadzają go do wściekłości? Czy im bardziej rośnie tutaj chwała miłości i wiary, tym gwałtowniej wybuchają tam szaleństwo rozłamu i zawiść?

Czy ten nieszczęsny człowiek, zamiast leczyć własną ranę, jeszcze ciężej rani siebie i swoich przyjaciół? Głośno przemawia ku zgubie braci i miota pociski zatrutej wymowy: bliższej przewrotności światowej filozofii niż pokojowi płynącemu z łagodnej mądrości Pana. Odstępca od Kościoła, wróg miłosierdzia, niszczyciel pokuty, nauczyciel pychy, fałszerz prawdy, zabójca miłości!

Czy rozpoznaje już, kto jest kapłanem Boga, gdzie jest Kościół i dom Chrystusa? Czy widzi, kim są słudzy Boży, których dręczy diabeł, oraz chrześcijanie, których atakuje Antychryst? Przeciwnik nie szuka przecież tych, których już sobie podporządkował, ani nie trudzi się, by obalić tych, których już ma po swojej stronie. Wróg Kościoła pomija ludzi, których od Kościoła odłączył i wyprowadził jako pojmanych i pokonanych. Uderza natomiast w tych, w których widzi mieszkającego Chrystusa.

4. Jeśli nawet ktoś spośród tamtych zostałby pojmany, nie powinien chlubić się tym jako wyznaniem imienia Chrystusa. Jest bowiem oczywiste, że gdyby tacy ludzie ponieśli śmierć poza Kościołem, nie byłby to wieniec wiary, lecz kara za zdradę. Nie zamieszkają też w domu Bożym pośród ludzi trwających w zgodzie ci, o których widzimy, że w szale rozłamu odeszli z pokojowego, Bożego domu.

5. Najdroższy bracie, ze względu na wzajemną miłość, która nas łączy, usilnie zachęcamy, na ile tylko możemy, abyśmy — pouczeni przez czuwającą nad nami Opatrzność Pana i napomniani zbawiennymi wskazaniami Bożego miłosierdzia — nie ustawali wraz z całym ludem w postach, czuwaniach i modlitwach. Zbliża się bowiem dzień naszej próby i walki. Trwajmy w nieustannym błaganiu, w westchnieniach serca i częstych modlitwach.

To nasza broń z nieba, dzięki której stoimy mocno i odważnie wytrwamy. To duchowa osłona i Boże oręże, które nas bronią.

Pamiętajmy o sobie nawzajem w zgodzie i jednomyślności. Niech obie nasze wspólnoty zawsze modlą się jedna za drugą. Przez wzajemną miłość nieśmy sobie ulgę w ciężarach i utrapieniach. A jeśli któryś z nas, mocą Bożego wezwania, odejdzie stąd pierwszy, niech nasza miłość trwa nadal w obecności Pana i niech przed miłosiernym Ojcem nie ustają nasze modlitwy za braci i siostry.

Żegnam cię serdecznie, najdroższy bracie.

Cyprian z Kartaginy, List 60

Tagi:

Zostaw odpowiedź