Dziś sięgamu już po ostatni fragment Mowy 296 świętego Augustyna, której całość – a także inne mowy i homilie biskupa Hippony – dostępna jest w Bibliotece Patrystycznej. Mowa została wygłoszona w Uroczystość świętych apostołów Piotra i Pawła w Kartaginie w roku 411. Biskup Hippony przemawia w kontekście tragicznego wydarzenia – złupienia Rzymu przez Gotów – które wstrząsnęło mieszkańcami cesarstwa, dlatego to wydarzenie wraca w mowie jako ważny jego kontekst. O tym, jak doszło do wdarcia się do Rzymu Gotów pod wodzą Alaryka, można przeczytać tutaj.
Z pism Ojców
Dlaczego to powiedziałem? Zasmuciło mnie coś, o czym usłyszałem, choć nie byłem przy tym obecny. Pewien człowiek spośród donatystów przyszedł do Kościoła, wyznając grzech ponownego chrztu. Biskup zachęcał go do pokuty, lecz niektórzy bracia zaczęli protestować i człowiek ten został odprawiony.
Mówię wam, umiłowani: serce ścisnęło mi się z bólu. Wyznam wam, że taka gorliwość mi się nie podobała. Wiem, że działali z gorliwości o Boga; wiem o tym i nie wątpię. Powinni jednak zważyć także na słowa apostoła Pawła, który ubolewa nad tymi, co „pałają gorliwością ku Bogu, ale gorliwością nierozumną” (Rz 10,2).
Nie został dziś przyjęty — a jeśli jutro umrze, od kogo Bóg zażąda odpowiedzialności? Powiesz: „Ale on udaje”. Odpowiem: „Ale prosi o przyjęcie”. Ja widzę, że prosi. Ty pokaż, że udaje. Chrześcijaninie, chciałbym, abyś i mnie pouczył: skąd wiesz, że udaje? „Bo boi się o swój majątek”. Znamy wielu, którzy obawiali się o swój majątek i dlatego zostali katolikami. Kiedy odzyskali swobodę, niektórzy wrócili do donatystów, a inni pozostali. Zanim weszli do Kościoła, bali się o swoje dobra; kiedy weszli, dzięki temu, czego się nauczyli, pozostali.
Skąd zatem wiesz, że ten człowiek, który obawia się o swój majątek, okaże się jednym z tych, którzy udawali? Zwłaszcza teraz, gdy prawda jaśnieje tak mocno, a fałsz został tak wyraźnie wykazany? Człowieku, dlaczego chcesz osądzać jego serce? Czy po to się trudziliśmy i pracowaliśmy, czy po to wykazano niezwyciężoność prawdy, by stała się wrogiem tych, którzy jej szukają? Pracowaliśmy, aby ukazać prawdę i wykazać fałsz. Pan nam pomógł i tak się stało. Być może właśnie ze względu na to ów człowiek zmienił zdanie. Dlaczego chcesz osądzać jego serce? Ja widzę proszącego o przyjęcie, a ty oskarżasz go o udawanie? Chrześcijaninie, przyjmij to, co widzisz, a to, czego nie widzisz, pozostaw Bogu.
Krótko wam powiem, umiłowani: od samego Pana usłyszeliśmy nakaz pasienia Jego owiec. Wiemy też, co mówi On o owcach przez Ezechiela (por. Ez 34,20–22): niech owca nie bodzie owcy, niech jedna nie odpycha drugiej, niech silna nie uciska słabej.
Zwróćcie uwagę na słowa Apostoła: „Upominajcie niesfornych, pocieszajcie małodusznych, podtrzymujcie słabych” (1 Tes 5,14). „Upominajcie niesfornych” — niech tak będzie. „Pocieszajcie małodusznych” — niech tak będzie. „Podtrzymujcie słabych” — niech tak będzie. „Bądźcie cierpliwi wobec wszystkich” — niech tak będzie. „Baczcie, aby nikt nikomu nie odpłacał złem za zło” (1 Tes 5,15) — niech tak będzie.
Apostoł mówi tak wiele, a my dostrzegamy tylko: „Upominajcie niesfornych”. Uważnie policzcie jego polecenia: „Upominajcie niesfornych, pocieszajcie małodusznych, podtrzymujcie słabych, bądźcie cierpliwi wobec wszystkich, baczcie, aby nikt nikomu nie odpłacał złem za zło” (1 Tes 5,14–15). Ty zwracasz uwagę wyłącznie na „upominajcie niesfornych”. Uważaj, żebyś sam nie był niesforny, a co gorsza — żebyś nie chciał jednocześnie pozostać niesforny i odmawiać przyjęcia upomnienia.
Proszę was przez Chrystusa, błagam: nie niweczcie mojej pracy. Czy sądzicie, że wystarcza mi satysfakcja z tego, iż pokonałem fałsz? Zwycięstwo zawsze należy do prawdy. Kimże ja jestem? Fałsz został pokonany — i to już dawno — lecz dzięki Bogu jego przegrana stała się jawna i widoczna dla ludzi. Przybyło pracy na roli; dlaczego więc przeszkadza się zbierać jej owoce?
Na przyszłość, bracia, niech takie rzeczy się nie zdarzają. Niech nikt nie miłuje Kościoła w taki sposób, żeby zazdrościć mu nowych wiernych.
To, o czym mówię, wydarzyło się trzy albo cztery dni temu. Wieść szybko rozeszła się wśród wszystkich: „Kiedy donatyści przychodzą do Kościoła, nie są przyjmowani”. Czy sądzicie, że nie stało się nic złego, skoro taką wiadomość usłyszeli wszyscy? Proszę was: niech to, co dziś powiedziałem publicznie, zagłuszy tamtą złą wieść. Zadbajcie o to. Tak mówimy i tak nauczamy.
Niech przychodzą i niech będą przyjmowani, jak dotąd, ci, którzy nigdy jeszcze nie byli katolikami. A ci, którzy już byli katolikami, lecz okazali się chwiejni, niestali i słabi, którzy okazali się niewierni — czy mam ich oszczędzać w słowach? Tak, niewierni — być może staną się wierni. Niech również oni przychodzą i niech będą dopuszczani do pokuty.
Niech tylko nie łudzą się, że odprawili już pokutę, kiedy przystąpili do stronnictwa Donata. Tamta pokuta była czymś dob; teraz niech szczerze żałują tego, co złe. Gdy pokutowali u donatystów, żałowali, że dobrze postąpili. Teraz niech żałują, że postąpili źle.
Obawiacie się, że skoro okazali się niewierni, podepczą to, co święte? Także na tę obawę jest odpowiedź: niech zostaną dopuszczeni do pokuty. Będą pokutować, a gdy zechcą pojednać się z Kościołem, nikt już nie będzie ich do tego zmuszał ani zastraszał. Katolik odbywający pokutę nie podlega już groźbie sankcji prawnych. Jeśli więc zapragnie pojednania wtedy, gdy nikt go nie straszy, możecie wreszcie uwierzyć, że chce tego dobrowolnie.
Przypuśćmy, że został zmuszony do zostania katolikiem. Będzie pokutował. Kto jednak zmusi go do ubiegania się o pojednanie, jeśli nie jego własna wola? Przyjmijmy więc teraz człowieka słabego, aby później przekonać się o jego woli.
Augustyn z Hippony, Mowa 296, 14-15













