Strona główna / Liturgia z Ojcami / Wszyscy dostaną po równo?

Wszyscy dostaną po równo?

Celebracja Eucharystii podczas kolejnego zgromadzenia Kościoła w Dzień Pański wiąże się dziś z odczytaniem fragmentu Ewangelii Mateusza zawierającego przypowieść o robotnikach podejmujących pracę w winnicy o różnych porach dnia. Przepiękną naukę do tej perykopy wygłosił w V wieku Jan Chryzostom. Całość tej homilii jest w Bibliotece patrystycznej, ale sięgni chociaż po jej fragment.

Z pism Ojców

Jaki jest cel tej przypowieści? Jej początek zdaje się nie zgadzać z zakończeniem, a nawet wskazywać na coś przeciwnego. Najpierw Chrystus ukazuje wszystkich jako otrzymujących tę samą zapłatę: nikt nie zostaje odprawiony bez wynagrodzenia. Tymczasem zarówno przed przypowieścią, jak i po niej mówi: „Pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi” (por. Mt 19,30; 20,16). Oznacza to, że ci, którzy byli pierwsi, mogą utracić pierwszeństwo, a ostatni ich wyprzedzić. Aby podkreślić tę myśl, dodaje: „Wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 20,16 — w części przekazów tekstu). W ten sposób ostrzega jednych, a drugich pociesza i zachęca.

Sama przypowieść mówi jednak o czymś innym: ostatni otrzymują tyle samo, co ci, którzy okazali się gorliwi i długo pracowali. Pierwsi robotnicy mówią przecież: „Zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i upał” (Mt 20,12). Co zatem znaczy ta przypowieść? Trzeba to najpierw wyjaśnić, a potem wrócić do jej zakończenia.

Winnica oznacza Boże polecenia i przykazania; czas pracy — obecne życie; robotnicy — ludzi powoływanych na różne sposoby do pełnienia przykazań. Poranek oraz godziny trzecia, szósta, dziewiąta i jedenasta oznaczają różne okresy życia, w których ludzie zbliżają się do Boga i okazują się Mu wierni (por. Mt 20,1–7).

Powstaje jednak pytanie: czy ci, którzy przyszli pierwsi, wytrwale pracowali i podobali się Bogu, mieliby ulec tak nikczemnej wadzie jak zawiść? Widząc, że później przybyli otrzymują tę samą zapłatę, powiedzieli przecież: „Ci ostatni pracowali tylko jedną godzinę, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i upał” (Mt 20,12). Sami niczego nie stracili — ich zapłata nie została zmniejszona — a jednak oburzyli się na dobro, które spotkało innych. Wygląda to na zazdrość. Co więcej, gospodarz, odpowiadając jednemu z nich, piętnuje jego zawiść: „Czy nie umówiłeś się ze mną o denara? Weź swoją zapłatę i odejdź. Chcę dać temu ostatniemu tyle samo co tobie. Czy patrzysz na mnie złym okiem dlatego, że jestem dobry?” (por. Mt 20,13–15).

Podobny sposób opowiadania spotykamy w innej przypowieści. Starszy syn, choć postępował dobrze, okazuje niezadowolenie, gdy widzi, z jak wielką radością przyjęto jego marnotrawnego brata (por. Łk 15,25–30). Tamten otrzymał szczególne oznaki czci, podobnie jak tutaj robotnicy ostatniej godziny zostali wynagrodzeni jako pierwsi. Starszy syn sam zwraca uwagę na to, co uczyniono dla brata.

Cóż więc mamy powiedzieć? W królestwie niebieskim nikt nie będzie w ten sposób usprawiedliwiał siebie ani oskarżał innych. Odrzućmy taką myśl! Tam nie ma miejsca na zawiść i zazdrość. Skoro święci już tutaj gotowi są oddać życie za grzeszników, tym bardziej będą się cieszyć, widząc ich zbawionych, i uznają ich szczęście za własne.

Dlaczego więc Chrystus tak ułożył opowieść? Ponieważ jest to przypowieść, nie należy dociekać znaczenia każdego jej szczegółu z osobna. Trzeba rozpoznać cel, dla którego została opowiedziana, przyjąć płynącą z niej naukę i nie doszukiwać się w niej czegoś więcej.

Jaki jest ten cel? Dodać otuchy tym, którzy nawracają się i zaczynają dobrze żyć dopiero w późnej starości, aby nie sądzili, że otrzymają mniejszy udział w Bożych dobrach. Dlatego Chrystus przedstawia innych robotników jako niezadowolonych z ich zapłaty. Nie znaczy to, że ludzie sprawiedliwi rzeczywiście będą zazdrośni — odrzućmy tę myśl! Obraz ten pokazuje, jak wielki zaszczyt otrzymują przybyli na końcu: tak wielki, iż mógłby wzbudzić zazdrość.

My również czasem mówimy: „Tamten miał do mnie pretensję, że tak bardzo cię wyróżniłem”. Nie oznacza to koniecznie, że rzeczywiście miał pretensję. Nie chcemy go też oczernić; pragniemy jedynie pokazać, jak wielkie wyróżnienie spotkało drugiego człowieka.

Dlaczego jednak gospodarz nie najął wszystkich od razu? Jeśli chodzi o niego, od początku zapraszał wszystkich. Nie wszyscy jednak od razu odpowiedzieli. Różnica wynikała z usposobienia powoływanych. Dlatego jedni zostali wezwani o poranku, inni o trzeciej, szóstej, dziewiątej lub jedenastej godzinie — wtedy, gdy byli gotowi usłuchać.

Wskazuje na to także Paweł, mówiąc o Bogu, „który wybrał mnie już w łonie matki i powołał swoją łaską”: objawił mu Syna wtedy, „gdy spodobało się” to Bogu (por. Ga 1,15–16). Kiedy się to Bogu spodobało? Gdy Paweł był gotów odpowiedzieć. Bóg pragnął tego od początku, ale Paweł wcześniej nie posłuchałby wezwania. Podobnie powołał łotra na krzyżu. Mógł powołać go wcześniej, lecz tamten wcześniej by nie odpowiedział. Skoro nawet Paweł początkowo nie był gotów usłuchać, tym bardziej ów łotr.

Robotnicy mówią wprawdzie: „Nikt nas nie najął” (Mt 20,7). Po pierwsze, jak już powiedziałem, nie należy drobiazgowo badać każdego szczegółu przypowieści. Po drugie, są to słowa robotników, a nie gospodarza. On zaś nie wytyka im błędu, aby ich nie zawstydzić, lecz pozyskać. Że ze swej strony zapraszał ludzi od początku, pokazuje sam początek przypowieści: „Wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników” (Mt 20,1).

Wszystko więc wskazuje, że przypowieść mówi o ludziach podejmujących życie cnotliwe już w młodości oraz o tych, którzy czynią to późno, w starości. Pierwszych uczy, by nie pysznili się i nie wypominali niczego powołanym o jedenastej godzinie. Drugim pokazuje, że nawet w krótkim czasie mogą otrzymać pełną zapłatę.

Chrystus mówił wcześniej o gorliwości, porzuceniu bogactw i wyrzeczeniu się majątku. Wymaga to wielkiej siły ducha i młodzieńczego zapału. Aby więc rozpalić miłość także w tych, którzy przychodzą później, i umocnić ich wolę, pokazuje, że mogą otrzymać zapłatę za cały dzień. Nie mówi tego jednak wprost, żeby z kolei nie stali się pyszni. Pokazuje, że wszystko zawdzięczają Jego miłości do ludzi: dzięki niej nie zostaną pozbawieni nagrody, lecz będą uczestniczyć w niewysłowionych dobrach. To właśnie jest główna nauka przypowieści.

Nie dziw się zaś, że dodaje: „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. Wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (por. Mt 20,16; ostatnie zdanie występuje w części przekazów tekstu). Nie przedstawia tego jako prostego wniosku z przebiegu przypowieści. Mówi raczej: skoro wydarzyło się coś tak nieoczekiwanego, może wydarzyć się także coś jeszcze bardziej zdumiewającego.

W samej przypowieści pierwsi nie stali się ostatnimi: wszyscy otrzymali jednakową zapłatę, wbrew oczekiwaniom. Skoro jednak później przybyli zostali zrównani z wcześniejszymi, może zdarzyć się również coś więcej: ostatni wyprzedzą pierwszych. To dwie różne rzeczy.

Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię Mateusza, LXIV, 3-4

Tagi:

Zostaw odpowiedź