14 października Kościół obchodzi święto szczególne, które dziś znamy pod nazwą Podwyższenia Krzyża Świętego, ale w starożytności chrześcijańskiej miało różne nazwy: święto Znalezienia Krzyża czy też święto Chwalebnego Krzyża. Święto wiąże się ze zmianami zachodzącymi w IV wieku, gdy cesarstwo rzymskie zaczyna patrzeć na chrześcijaństwo w sposób życzliwy. Kościół zostaje zalegalizowany, a nowa religia postrzegana jest przez władców już nie jako zagrożenie dla państwa, ale szansa. Był to więc czas przełomu, olbrzymiej zmiany dla Kościoła.
Według Rufina z Akwilei matka cesarza Konstantyna udała się z pielgrzymką do Ziemi Świętej, żeby nadzorować budowę chrześcijańskich miejsc kultu i podczas podróży miała odnaleźć krzyż, na którym Jezus z Nazaretu został zabity. Państwo, które skazało Jezusa na śmierć, teraz przyjmuje wyrosłą z tej śmierci religię jako element własnego świata.
W dzisiejsze święto proponujemy więc lekturę fragmentów „Historii kościelnej” Rufina z Akwilei.
Z pism Ojców
W tym samym czasie Helena, matka Konstantyna, kobieta o niezrównanym duchu wiary i pobożności, a także wyjątkowo wybitna, której Konstantyn słusznie zarówno był synem, jak i dawał wiarę, poruszona boskimi wizjami udała się do Jerozolimy i tam wypytywała mieszkańców o miejsce, w którym wisiało przymocowane do szubienicy najświętsze ciało Chrystusa. Było ono trudne do znalezienia z tego powodu, że dawni prześladowcy umieścili tam posąg Wenus, aby w sytuacji, gdyby ktoś z chrześcijan zechciał w tym miejscu oddawać cześć Chrystusowi, wydawało się, że czci Wenus. Z tego powodu miejsce było mało uczęszczane i prawie wydane na zapomnienie. Lecz gdy (jak powiedzieliśmy wcześniej) pobożna kobieta pośpieszyła na miejsce wskazane jej niebiańskim znakiem, po usunięciu z niego wszystkich nieczystości i bezbożności oraz po oczyszczeniu go z gruzu, znalazła leżące w nieporządku trzy krzyże. Radość kobiety ze znaleziska mąciła niepewność do kogo należał który krzyż. Chociaż znajdował się tam także ten tytuł winy, który kazał po grecku, łacinie i hebrajsku wypisać Piłat, to jednak nie wskazywał wystarczająco jasno na szubienicę Pańską.
Wtedy pośród niepewności ludzkich wahań zajaśniało boskie świadectwo. Zdarzyło się bowiem, że w tym mieście leżała półżywa pewna wybitna kobieta, którą dotknęła jakaś choroba. Biskupem tamtejszego Kościoła był w tamtym czasie Makary. Gdy on zobaczył pogrążoną w wahaniach cesarzową wraz z wszystkimi, którzy przy niej byli, powiedział: „Przynieście tutaj wszystkie krzyże, które zostały znalezione, a Bóg sam nam teraz objawi, który nosił Pana”. Wszedł z cesarzową i będącymi z nią ludźmi do tej kobiety, która leżała, uklęknęli i skierowali do Boga taką modlitwę:
„Ty, Panie, który przez Twojego Jednorodzonego Syna raczyłeś udzielić zbawienia rodzajowi ludzkiemu przez cierpienie krzyża, a teraz ostatnio natchnąłeś serce Twojej służebnicy, żeby poszukiwała błogosławionego drewna, na którym zawisło nasze zbawienie, ukaż w sposób jasny, który z tych trzech był krzyżem Pańskiej chwały, a który służył do wymierzenia surowej kary, aby ta kobieta, która leży półżywa, gdy tylko dotknie zbawiennego drewna, została przywołana spod bram śmierci do życia”. I gdy wypowiedział te słowa, przyniósł najpierw jeden z trzech, ale nic się nie stało. Przyniósł drugi i tak samo nic się nie wydarzyło. Gdy zaś przyniósł trzeci, kobieta nagle otworzyła oczy i powstała. Wróciły jej siły i bardzo szybko zaczęła biegać po całym domu, skoro była zdrowa, i wychwalać potęgę Boga. Dzięki tak oczywistemu znakowi cesarzowa świadoma obowiązku zbudowała staraniem cesarza wspaniałą świątynię w tym miejscu, gdzie znalazła krzyż. Także gwoździe, którymi było przybite ciało Pana, zaniosła Synowi. On wykonał z nich końskie uzdy, których używał w bitwie, a pozostałymi – jak mówią – uzbroił hełm, który nie mniej nadawał się do korzystania w bitwie. Część zaś samego zbawiennego drewna zaniosła synowi, a część pozostawiła na miejscu osadzoną w srebrną skrzynię i także obecnie jest tam zachowana dla pamięci i odbiera cześć. Czcigodna cesarzowa pozostawiła także ten znak pobożnego ducha: dziewice, które tam znalazła jako osoby poświęcone Bogu, zaprosiła na posiłek i – jak mówią – zatroszczyła się o nie z tak wielkim oddaniem, że uważając za niegodne korzystanie z posługi służących, swoimi rękami przepasana zwyczajem służących podawała posiłek, rozstawiała kielichy, osobiście nalewała wodę i będąc cesarzową świata i matką cesarstwa uznała siebie za służebnicę służebnic Chrystusa. Takie były jej dzieła w Jerozolimie.
Rufin z Akwilei, Historia kościelna, I, 7-8














