W 410 roku do Rzymu wdarli się Goci pod wodzą Alaryka i złupili miasto (o tym, jak doszło do tego wydarzenia, można poczytać tutaj). Wśród zachowanych mów Augustyna z Hippony wyróżnia się cztery, w których pobrzmiewa echo tragicznych skutków tego wydarzenia. Trzy homilie już przeczytaliśmy, ale zawsze można do nich wrócić i odnaleźć je w Bibliotece patrystycznej: Mowa 81, Mowa 105 i Mowa 295. Fragment po fragmencie czytamy czwartą homilię zachowaną pod tytułem „Mowa o zburzeniu Rzymu”.
Z pism Ojców
Dotarły do nas straszne wieści: o rzeziach, pożarach, grabieżach, zabójstwach i torturowaniu ludzi. To prawda. Wiele słyszeliśmy, nad wszystkim ubolewaliśmy, często płakaliśmy i z trudem znajdowaliśmy pociechę. Nie przeczę ani nie zaprzeczam, że słyszeliśmy o wielu zbrodniach popełnionych w tamtym mieście.
A jednak, bracia moi, proszę was, uważnie posłuchajcie tego, co mówię. Słyszeliśmy w Księdze Hioba, że utracił majątek i dzieci, a nie zdołał zachować w zdrowiu nawet własnego ciała — jedynego, co mu pozostało. Dotknięty ciężką chorobą od głowy aż po stopy, siedział na gnoju. Jego ciało gniło od wrzodów, sączyła się z niego ropa, roiło się od robaków, a on cierpiał najostrzejsze bóle (por. Hi 1–2).
Gdyby doniesiono nam, że całe miasto znalazło się w takim stanie, że nie ma w nim ani jednego zdrowego człowieka, wszyscy pokryci są ciężkimi ranami i gniją, a żywi są toczoni przez robaki tak jak umarli — co uznalibyśmy za gorsze: to czy tamtą wojnę? Myślę, że miecz obchodzi się z ludzkim ciałem łagodniej niż robaki. Łatwiej znieść krew wypływającą z ran niż ropę sączącą się z gnijącego ciała. Patrzysz na rozkładające się zwłoki i ogarnia cię groza. A przecież w takim przypadku cierpienie jest mniejsze — a raczej nie ma go wcale — ponieważ duszy już tam nie ma. W Hiobie zaś dusza była obecna: czuła ból, pozostawała w ciele i nie mogła się od niego uwolnić; była wystawiona na cierpienie i kuszona, by bluźnić.
Hiob zniósł jednak tę udrękę i poczytano mu to za wielką sprawiedliwość. Niech więc nikt nie patrzy przede wszystkim na to, co cierpi, lecz na to, co czyni. Człowieku, nie masz władzy nad tym, co cię spotyka; w tym zaś, co czynisz, twoja wola może okazać się winna albo niewinna.
Hiob cierpiał, a przy nim stała żona, jedyna osoba, która mu pozostała. Była tam nie po to, by go pocieszyć, lecz by go kusić; nie przynosiła lekarstwa, ale podsuwała bluźnierstwo: „Powiedz coś przeciw Bogu i umrzyj” (Hi 2,9). Zauważcie, że śmierć byłaby dla niego wtedy ulgą, a nikt mu jej nie przynosił. Jednak we wszystkim, co znosiła jego święta dusza, ćwiczyła się cierpliwość i próbowana była wiara; żona doznawała zawstydzenia, a diabeł ponosił klęskę. Cóż za wielkie widowisko! Pośród odrażającego rozkładu jaśniało piękno cnoty.
Wróg atakował skrycie, a nieprzyjaciółka otwarcie namawiała do zła. Była pomocnicą diabła, nie męża. Ona stała się nową Ewą, on jednak nie stał się dawnym Adamem. „Powiedz coś przeciw Bogu — mówiła — i umrzyj”. „Bluźnierstwem wymuś to, czego nie możesz uzyskać modlitwą”.
A on odpowiedział: „Mówisz jak jedna z nierozumnych kobiet. Jeśli przyjęliśmy dobro z ręki Pana, dlaczego nie mielibyśmy znieść także zła?” (Hi 2,10). Posłuchajcie słów człowieka mocnego w wierze: na zewnątrz gnije, wewnątrz pozostaje nienaruszony. „Mówisz jak jedna z nierozumnych kobiet. Jeśli przyjęliśmy dobro z ręki Pana, dlaczego nie mielibyśmy znieść także zła?” (Hi 2,10).
Bóg jest Ojcem. Czy mamy Go kochać, gdy okazuje nam czułość, a odrzucać, gdy nas upomina? Czy nie jest tym samym Ojcem, kiedy obiecuje życie i kiedy poddaje nas karności? Czy zapomniałeś: „Synu, jeśli zamierzasz służyć Bogu, trwaj w sprawiedliwości i bojaźni oraz przygotuj swoją duszę na doświadczenie. Przyjmij wszystko, co cię spotka; w cierpieniu wytrwaj i zachowaj cierpliwość w upokorzeniu. Bo złoto i srebro próbuje się w ogniu, a ludzi miłych Bogu — w piecu upokorzenia” (por. Syr 2,1–5)? Czy zapomniałeś: „Kogo bowiem Pan miłuje, tego karci; chłoszcze zaś każdego syna, którego przyjmuje” (Hbr 12,6)?
Augustyn z Hippony, Mowa o zburzeniu Rzymu, 2-3













