Kolejna niedziela zwykła wiąże się z sięgnięciem podczas zgromadzenia Kościoła po fragment Ewangelii według świętego Mateusza. Tym razem podczas liturgii odczytywany jest fragment rozdziału 21, wersety 33-43, który zawiera przypowieść Jezusa o właścicielu winnicy, którego praw nie chcą uszanować dzierżawiący ją rolnicy. Homilię na tę perykopę wygłosił w IV wieku w Konstantynopolu Jan Chryzostom. Całość tej homilii dostępna jest w Bibliotece patrystycznej. Tutaj zamieszczamy jej początek.
Z pism Ojców
Wiele rzeczy ukazuje On przez tę przypowieść: Bożą opatrzność, która od początku nad nimi czuwała; ich mordercze usposobienie od samego początku; to, że nie pominięto niczego, co należało do troskliwej opieki nad nimi; że nawet po zabiciu proroków Bóg nie odwrócił się od nich, lecz posłał własnego Syna; że Bóg Nowego i Starego Testamentu jest jeden i ten sam; że śmierć Syna przyniesie wielkie dobra; że za ukrzyżowanie i swoją zbrodnię poniosą najsurowszą karę; powołanie pogan i odrzucenie Żydów.
Dlatego umieszcza tę przypowieść po poprzedniej, aby również w ten sposób pokazać, że ich wina jest większa i zupełnie nieusprawiedliwiona. Jak i w jaki sposób? Przez to, że choć otoczono ich tak wielką troską, okazali się gorsi od nierządnic i celników — i to o wiele.
Zwróć też uwagę zarówno na Jego wielką troskę, jak i na ogromne niedbalstwo tych ludzi. Sam bowiem wykonał to, co należało do rolników: otoczył winnicę ogrodzeniem, zasadził ją i uczynił wszystko pozostałe. Im pozostawił niewiele do zrobienia: mieli troszczyć się o to, co już było, i strzec tego, co im powierzono. Niczego bowiem nie zaniedbano, lecz wszystko zostało wykonane. A jednak nawet wtedy nie odnieśli z tego pożytku, choć doznali od Niego tak wielkich dobrodziejstw. Kiedy bowiem wyszli z Egiptu, dał im Prawo, ustanowił miasto, zbudował świątynię i przygotował ołtarz.
„I wyjechał do dalekiego kraju” (Mt 21,33) — oznacza to, że długo ich znosił, nie wymierzając kary bezpośrednio po każdym grzechu. Przez wyjazd do dalekiego kraju wskazuje bowiem na swoją wielką cierpliwość.
„Posłał swoje sługi” (Mt 21,34), czyli proroków, „aby odebrali owoce” (Mt 21,34), to znaczy ich posłuszeństwo, potwierdzone czynami. Lecz także tutaj okazali swoją niegodziwość: nie tylko nie oddali owoców, choć otoczono ich tak wielką troską — co było oznaką niedbalstwa — ale ponadto okazali gniew wobec tych, którzy przybyli. Ci bowiem, którzy nie mieli z czego oddać należności, nie powinni byli się oburzać ani gniewać, lecz błagać o wyrozumiałość. Oni jednak nie tylko się oburzali, ale nawet splamili ręce krwią, a choć sami zasługiwali na karę, wymierzali ją innym.
Dlatego posłał zarówno drugą, jak i trzecią grupę sług, aby ujawniła się niegodziwość tamtych oraz miłość do ludzi Tego, który ich posyłał.
Dlaczego zaś nie posłał od razu swego Syna? Aby sami potępili siebie za to, co uczynili poprzednim sługom, porzucili gniew i uszanowali Go, kiedy przyjdzie. Są również inne powody, ale na razie przejdźmy do dalszych słów.
Co jednak znaczy: „Może uszanują” (Mt 21,37)? Nie są to słowa kogoś, kto nie wie — precz z taką myślą! — lecz kogoś, kto chce ukazać wielkość grzechu i brak jakiegokolwiek usprawiedliwienia. Posłał Go bowiem, choć sam wiedział, że Go zabiją. Mówi jednak: „Uszanują” (Mt 21,37), wskazując, co powinno było się wydarzyć: ich obowiązkiem było Go uszanować. Także w innym miejscu mówi: „Może posłuchają” (por. Ez 2,5). Również tam nie wynika to z niewiedzy. Aby jednak żaden z ludzi zatwardziałych nie twierdził, że Jego zapowiedź uczyniła ich nieposłuszeństwo koniecznym, tak właśnie kształtuje swoje wypowiedzi, mówiąc: „Czy zechcą” (por. Ez 2,5) i „Może” (por. Mt 21,37). Choć bowiem okazali zatwardziałość wobec Jego sług, powinni byli przynajmniej uszanować godność Syna.
Co więc czynią? Kiedy powinni byli wybiec Mu na spotkanie i prosić o przebaczenie swoich przewinień, jeszcze uporczywiej trwają w dawnych grzechach. Dodają nowe nieprawości do poprzednich, a późniejszymi występkami nieustannie usuwają w cień wcześniejsze. Sam też wskazał na to, mówiąc: „Dopełnijcie miary waszych ojców” (Mt 23,32). Od początku bowiem prorocy zarzucali im takie rzeczy, mówiąc: „Wasze ręce są pełne krwi” (Iz 1,15); „Krew łączy się z krwią” (Oz 4,2); „Budują Syjon krwią” (Mi 3,10).
Nie nauczyli się jednak powściągliwości, choć już na początku otrzymali przykazanie: „Nie zabijaj” (Wj 20,13; Pwt 5,17). Ze względu na nie nakazano im również powstrzymywać się od niezliczonych innych rzeczy i na wiele rozmaitych sposobów zachęcano ich do zachowywania tego przykazania.
Mimo to nie porzucili owego złego zwyczaju. Co zatem mówią, gdy Go zobaczyli? „Chodźcie, zabijmy Go” (Mt 21,38). Z jakiej pobudki i z jakiego powodu? Jaki zarzut, mały czy wielki, mogli Mu postawić? Czy taki, że was uczcił i będąc Bogiem, stał się dla was człowiekiem oraz dokonał niezliczonych cudów? Czy taki, że przebaczył wasze grzechy? Czy też taki, że powołał was do królestwa?
Zobacz jednak, jak wielka była, obok ich bezbożności, również ich głupota i jak bardzo obłąkany był powód, dla którego chcieli Go zamordować. Powiedziano bowiem: „Zabijmy Go, a dziedzictwo będzie nasze” (por. Mt 21,38; Mk 12,7; Łk 20,14).
A gdzie zamierzają Go zabić? „Poza winnicą” (por. Mt 21,39).
Widzisz, jak zapowiada nawet miejsce, w którym miał zostać zabity? „Wyrzucili Go i zabili” (Mt 21,39). Łukasz mówi, że to On oznajmił, co spotka owych ludzi, a oni odpowiedzieli: „Oby się tak nie stało!” (Łk 20,16). Wówczas przytoczył świadectwo Pisma: „Spojrzał na nich i powiedział: «Cóż więc znaczy to, co napisano: Kamień, który odrzucili budujący, stał się kamieniem węgielnym? Każdy, kto upadnie na ten kamień, roztrzaska się»” (Łk 20,17–18; por. Ps 118,22). Mateusz natomiast mówi, że to oni sami wydali wyrok. Nie ma tu jednak sprzeczności. W istocie wydarzyło się jedno i drugie: sami wydali wyrok na siebie, a następnie, gdy zrozumieli, co powiedzieli, dodali: „Oby się tak nie stało!” (Łk 20,16). On zaś przeciwstawił im świadectwo proroka, przekonując ich, że z pewnością tak się stanie.
Mimo to nawet wtedy nie wskazał wyraźnie na pogan, aby nie dawać im pretekstu do oskarżeń, lecz zaznaczył to w sposób ukryty, mówiąc: „Odda winnicę innym” (Łk 20,16; por. Mt 21,41). Właśnie po to przemówił w przypowieści, aby sami wydali wyrok. Tak też stało się w przypadku Dawida, gdy osądził przypowieść Natana (por. 2 Sm 12,1–7). Zauważ, proszę, jak również przez to ujawnia się sprawiedliwość wyroku: ci, którzy mają zostać ukarani, sami siebie potępiają.
Następnie, aby poznali, że wymaga tego nie tylko sama sprawiedliwość, lecz że od początku zapowiadała to także łaska Ducha i że tak postanowił Bóg, dodał proroctwo i zganił ich w sposób, który miał ich zawstydzić: „Czy nigdy nie czytaliście: «Kamień, który odrzucili budujący, stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest to cudem w naszych oczach»?” (Mt 21,42; Ps 118,22–23). Przez wszystko to ukazywał, że oni zostaną odrzuceni z powodu niewiary, a poganie zostaną przyjęci. Na to wskazywał w sposób ukryty także przez kobietę kananejską, przez osła, przez setnika i przez wiele innych przypowieści. Na to wskazuje również teraz.
Dlatego dodał: „Pan to sprawił i jest to cudem w naszych oczach” (Mt 21,42; Ps 118,23), zapowiadając, że wierzący poganie i ci spośród Żydów, którzy również uwierzą, staną się jednością, choć wcześniej dzieliła ich tak wielka różnica.
Następnie, aby zrozumieli, że nic z tego, co się dokonuje, nie sprzeciwia się woli Boga, lecz że wydarzenie to jest Mu szczególnie miłe, przekracza wszelkie oczekiwania i zdumiewa wszystkich świadków — cud ten bowiem rzeczywiście przewyższał wszelkie słowa — dodał: „Pan to sprawił” (Mt 21,42; Ps 118,23). Przez kamień rozumie siebie samego, a przez budujących — nauczycieli Żydów. Tak też mówi Ezechiel: „Ci, którzy budują mur i pokrywają go niezwiązaną zaprawą” (por. Ez 13,10). W jaki sposób Go odrzucili? Mówiąc: „Ten człowiek nie jest od Boga” (J 9,16); „Zwodzi lud” (J 7,12); i jeszcze: „Jesteś Samarytaninem i masz demona” (J 8,48).
Następnie, aby wiedzieli, że kara nie ogranicza się do ich odrzucenia, dodał również zapowiedź dalszych kar: „Każdy, kto upadnie na ten kamień, roztrzaska się; a na kogo on spadnie, tego zmiażdży” (Łk 20,18; por. Mt 21,44). Mówi tutaj o dwóch sposobach zagłady. Jeden wynika z potknięcia się i zgorszenia — to właśnie oznaczają słowa: „Kto upadnie na ten kamień” (por. Mt 21,44). Drugi zaś wynika z ich pojmania, nieszczęścia i całkowitej zagłady, którą również wyraźnie zapowiedział, mówiąc: „Zmiażdży go” (Mt 21,44; Łk 20,18). Tymi słowami wskazał w sposób ukryty także na własne zmartwychwstanie.
U proroka Izajasza Bóg oskarża winnicę, tutaj natomiast oskarża przede wszystkim przywódców ludu. Tam mówi: „Co jeszcze należało uczynić mojej winnicy, czego jej nie uczyniłem?” (Iz 5,4). W innym zaś miejscu: „Jaką nieprawość znaleźli we Mnie wasi ojcowie?” (Jr 2,5). I jeszcze: „Ludu mój, cóż ci uczyniłem? Czym cię zasmuciłem?” (Mi 6,3). Ukazuje w ten sposób ich niewdzięczność: choć korzystali ze wszystkich dobrodziejstw, odpłacali Mu czymś zupełnie przeciwnym. Tutaj jednak wyraża to z jeszcze większą mocą.
Nie broni bowiem sam swojej sprawy, mówiąc: „Co jeszcze należało uczynić, czego nie uczyniłem?” (por. Iz 5,4), lecz skłania ich samych, aby osądzili, że niczego nie zabrakło, i aby sami siebie potępili. Kiedy bowiem mówią: „Nędznie wytraci tych niegodziwców, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom” (Mt 21,41), właśnie to stwierdzają, ogłaszając swój wyrok ze znacznie większą mocą.
To samo wypomina im Szczepan (por. Dz 7,2–53). Najbardziej dotknęło ich właśnie to, że choć nieustannie doświadczali wielkiej troski Opatrzności, odpłacali swemu Dobroczyńcy czymś zupełnie przeciwnym. Już sam ten fakt wyraźnie wskazywał, że przyczyną kary, która na nich spadła, byli ukarani, a nie Ten, który ją wymierzał.
To samo zostaje tutaj ukazane przez przypowieść i przez proroctwo. Nie poprzestał bowiem na samej przypowieści, lecz dodał dwojakie proroctwo: jedno pochodzące od Dawida, drugie od siebie samego.
Co więc powinni byli uczynić, słysząc te słowa? Czy nie powinni byli oddać Mu pokłonu i podziwiać Jego troskliwej miłości — zarówno tej, którą okazywał wcześniej, jak i tej, którą okazał później? A jeśli żadna z tych rzeczy nie uczyniła ich lepszymi, czy przynajmniej lęk przed karą nie powinien był skłonić ich do opamiętania?
Nie opamiętali się jednak. Co zatem czynią po tych słowach? „Gdy je usłyszeli, zrozumieli, że mówił o nich. Chcieli Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ uważały Go za proroka” (Mt 21,45–46). Dopiero wtedy bowiem pojęli, że to na nich wskazywał.
Niekiedy, gdy próbują Go pochwycić, przechodzi między nimi i znika im z oczu (por. Łk 4,29–30; J 8,59). Innym razem pozostaje na ich oczach, a jednak powstrzymuje ich zapalczywość. Ludzie dziwili się temu i mówili: „Czy to nie jest Jezus? Oto przemawia jawnie, a oni nic Mu nie mówią” (por. J 7,25–26). W tym jednak przypadku, ponieważ powstrzymywał ich lęk przed tłumem, poprzestaje na tym i nie czyni cudu jak wcześniej, gdy przechodził między nimi i znikał im z oczu. Nie chciał bowiem czynić wszystkiego w sposób nadprzyrodzony, aby można było uwierzyć w rzeczywistość Jego wcielenia.
Ich jednak ani tłum, ani wypowiedziane słowa nie doprowadziły do opamiętania. Nie zważali na świadectwo proroka, na własny wyrok ani na nastawienie ludu. Tak dalece zaślepiły ich miłość do władzy, żądza próżnej chwały i pogoń za dobrami doczesnymi.
Nic bowiem tak nie popycha ludzi ku zgubie i nie strąca ich w przepaść, nic tak nie pozbawia ich dóbr przyszłych, jak przywiązanie do rzeczy przemijających. Nic też nie zapewnia im równie skutecznie korzystania zarówno z jednych, jak i z drugich dóbr, jak stawianie dóbr przyszłych ponad wszystkim. Chrystus mówi bowiem: „Szukajcie królestwa Bożego, a wszystko to będzie wam dodane” (por. Mt 6,33). Nawet gdyby jednak nie dołączono tej obietnicy, i tak nie powinniśmy zabiegać o dobra doczesne.
Teraz zaś, zdobywając dobra przyszłe, możemy otrzymać również doczesne. A mimo to niektórzy nadal nie dają się przekonać, lecz są jak bezrozumne kamienie i ścigają cienie przyjemności. Cóż bowiem przyjemnego jest w rzeczach obecnego życia? Cóż daje rozkosz? Dzisiaj pragnę przemówić do was z większą swobodą. Znieście to jednak, abyście poznali, że życie, które wydaje się wam uciążliwe i pełne trudów — mam na myśli życie mnichów i tych, którzy dali się ukrzyżować — jest znacznie słodsze i bardziej godne pragnienia niż to, które uchodzi za łatwe i wygodne.
Wy sami jesteście tego świadkami: wy, którzy pośród spotykających was niepowodzeń i przygnębienia nieraz pragnęliście śmierci, a za szczęśliwych uznawaliście tych, którzy mieszkają w górach i jaskiniach, którzy nie zawarli małżeństwa i prowadzą życie wolne od spraw świata. Wy, którzy zajmujecie się rzemiosłem, pełnicie służbę wojskową albo żyjecie bez celu i bez zasad, spędzając dni w teatrach i na widowiskach. Choć bowiem zdają się stamtąd wypływać niezliczone źródła przyjemności i radości, rodzą się tam również niezliczone pociski jeszcze dotkliwszych cierpień.
Jeśli ktoś zapała namiętnością do jednej z tańczących tam dziewcząt, dozna udręki cięższej niż podczas niezliczonych marszów i wypraw z dala od domu, a jego położenie będzie bardziej opłakane niż los oblężonego miasta.
Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię Mateusza, LXVIII,1-3













