Rozpoczynamy lekturę kolejnej homilii Augustyna z Hippony wygłoszonej w kontekście złupienia Rzymu przez Gotów pod wodzą Alaryka. Jak to się stało, że dawny przyjaciel Cesarstwa stał się jego wrogiem, opowiedziane jest tutaj. Jakie były konsekwencje tego tragicznego wydarzenia dla chrześcijan i Kościoła widzimy w mowach Augustyna, który przemawiając do powierzonego mu ludu, musiał odczytywać święte teksty w kontekście bolesnej i niezwykle trudnej sytuacji.
Z pism Ojców
Odczytany przed chwilą fragment Ewangelii odpowiada dzisiejszej uroczystości. Zabrzmiał w naszych uszach, a jeśli zstąpił także do naszych serc i znalazł w nich miejsce spoczynku — słowo Boże spoczywa przecież w nas wtedy, gdy my przyjmujemy słowo Boże — przypomniał nam wszystkim, którzy posługujemy wam słowem i sakramentem Pańskim, abyśmy paśli owce Pana.
Błogosławiony Piotr, pierwszy z Apostołów, zarówno miłował Pana Jezusa Chrystusa, jak i się Go zaparł, jak opowiada Ewangelia. Poszedł za Panem, który miał cierpieć, lecz wtedy nie potrafił pójść za Nim w cierpieniu. Szedł za Nim krokami, ale nie był jeszcze gotów naśladować Go swoim postępowaniem. Obiecał, że za Niego umrze, a nie potrafił nawet umrzeć wraz z Nim: podjął się bowiem czegoś, co przekraczało jego siły. Obiecał więcej, niż mógł spełnić, a zresztą nie było stosowne, by uczynił to, co obiecał. „Życie moje oddam za Ciebie” — powiedział (J 13,37). To Pan miał uczynić dla sługi, a nie sługa dla Pana. Ponieważ więc Piotr podjął się zbyt wiele, jego miłość była wtedy nieuporządkowana; dlatego się przestraszył i zaparł. Później zaś, po zmartwychwstaniu, Pan uczy Piotra miłować. Gdy Piotr miłował w sposób nieuporządkowany, ugiął się pod ciężarem męki; gdy miłuje już we właściwy sposób, Pan zapowiada mu cierpienie.
2. Pamiętamy o słabości Piotra, który zasmucił się na myśl, że Pan ma umrzeć. Przypomnę to wydarzenie. Ci, którzy je pamiętają, niech przywołają je wraz ze mną w sercu; ci zaś, którzy zapomnieli, niech przypomną je sobie dzięki moim słowom.
Pan Jezus Chrystus sam zapowiedział uczniom swoją bliską mękę. Wtedy Piotr, który Go miłował, lecz jeszcze na sposób cielesny, i bał się, że umrze Ten, który miał pokonać śmierć, powiedział: „Niech Cię Bóg broni, Panie! Nie przyjdzie to na Ciebie” (Mt 16,22). Nie powiedziałby: „Niech Cię Bóg broni”, gdyby nie uznawał w Nim Boga. A zatem, Piotrze, jeśli uznajesz w Nim Boga, dlaczego boisz się, że Bóg umrze? Ty jesteś człowiekiem, On jest Bogiem. Dla człowieka Bóg stał się człowiekiem: przyjął to, czym nie był, nie tracąc tego, czym był. Pan miał więc umrzeć w tej naturze, w której miał również zmartwychwstać.
Piotr przeraził się ludzką śmiercią i nie chciał, aby spotkała ona Pana. Nieświadomie chciał zamknąć sakiewkę, z której miała wypłynąć cena naszego wykupu. Usłyszał wtedy od Pana: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Nie myślisz bowiem o tym, co Boże, lecz o tym, co ludzkie” (Mt 16,23). A przecież nieco wcześniej, gdy powiedział: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”, Pan rzekł do niego: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony, bo nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16,16–17).
Przed chwilą był błogosławiony, a zaraz potem został nazwany szatanem. Skąd wzięło się błogosławieństwo? Nie z niego samego: „Nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój” (Mt 16,17). A skąd nazwanie go szatanem? Z tego, co ludzkie i co było w nim samym: „Nie myślisz bowiem o tym, co Boże, lecz o tym, co ludzkie” (Mt 16,23).
Taki właśnie Piotr, miłujący Pana i pragnący umrzeć za Niego, poszedł za Nim. Sprawdziło się jednak to, co przepowiedział lekarz, a nie to, na co ważył się chory. Zapytany przez służącą, zaparł się raz, drugi i trzeci. Pan spojrzał na niego, a on gorzko zapłakał i łzami skruchy obmył plamę zaparcia się.
Augustyn z Hippony, Mowa 296, 1-2














