Kolejny Dzień Pański, który chcemy przeżywać razem z Ojcami Kościoła, musi być przede wszystkim dniem udziału w świętej Liturgii. Niedziela jest przede wszystkim dniem zmartwychwstania, które dla chrześcijan jest pamięcią o tym, że dzieło stworzenia zostaje ukończone dopiero wtedy, gdy człowiek staje się podobny do Boga najpierw przez miłość, a potem przez wieczne życie. Jezus jako pierwszy z ludzi przeszedł tę drogę: umiłował do końca wyżej ceniąc podobieństwo do Boga, który jest miłością, niż swoje ziemskie życie, dlatego Bóg wskrzesił Go z martwych i uczynił i Panem i Mesjaszem. Każda niedziela jest przede wszystkim zaproszeniem i przypomnieniem, żeby iść Jego drogą. Dlatego gromadzimy się w Jego imię i karmimy Jego ciałem przejmując dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie już od wieków…
Każda liturgia Kościoła oznacza także sięgnięcie po święte teksty, które są odczytywane i rozważane we wspólnocie. Podczas każdej mszy odczytuje się po czytaniu ze Starego Testamentu, Psalmie i fragmencie listów Pawłowych perykopę Ewangelii, po której następuje kazania. Przypomina to całemu zgromadzeniu, że jesteśmy uczniami Jezusa, że cały czas Go odkrywamy i poznajemy, żeby Go lepiej naśladować.
W XV Niedzielę Zwykłą, którą przeżywamy 12 lipca, w kościołach odczytujemy perykopę z Ewangelii Mateusza o jezusowej przypowieści o siewcy. Podczas liturgii usłyszeliście lub będziecie słuchać homilii waszych księży lub biskupów. Na portalu patres2.pl zapraszamy do sięgnięcia przy okazji tej niedzieli do homilii wygłoszonej na temat tej przypowieści przez Jana Chryzostoma w Konstantynopolu w V wieku po Chrystusie.
Całość homilii jest dostępna w naszej Bibliotece patrystycznej. Jej wcześniejszy fragment dotyczy słów wypowiedzianych przez Jezusa do Jego Matki i braci, którzy przyszl i prosili, żeby do nich wyszedł, podczas gdy nauczał tłumy. Jeśli ciekawi Cię, co na ten temat miał do powiedzenia Jan Chryzostom, cała homilia jest tutaj. Dopiero po tych rozważaniach biskup Konstantynopola komentuje przypowieść o siewcy.
Z pism Ojców
Siada zaś nad jeziorem, aby niczym rybak zarzucić sieć i pozyskać tych, którzy znajdują się na lądzie. Nie usiadł jednak nad jeziorem bez powodu. Ewangelista daje to do zrozumienia w sposób dyskretny. Chce bowiem wskazać, że uczynił to dlatego, aby jak najlepiej uporządkować zgromadzenie słuchaczy, nikogo nie mieć za sobą, lecz wszystkich przed sobą. „Zgromadziły się wokół Niego wielkie tłumy” – mówi – „tak że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu”. Siedząc tam, zaczął przemawiać do nich w przypowieściach. „I wiele im mówił w przypowieściach” – powiada Ewangelista.
A przecież na górze nie czynił tego. Tam nie posługiwał się tak licznymi przypowieściami, gdyż słuchali Go jedynie prości ludzie. Tutaj natomiast obecni byli również uczeni w Piśmie i faryzeusze. Zwróć jednak uwagę, proszę, jaką przypowieść wypowiada najpierw i w jakim porządku przedstawia je Mateusz.
Którą więc przytacza jako pierwszą? Tę właśnie, którą należało rozpocząć nauczanie, gdyż najbardziej pobudza ona uwagę słuchacza. Ponieważ zamierzał mówić o rzeczach ukrytych pod osłoną przypowieści, najpierw rozbudza umysły swoich słuchaczy właśnie przez przypowieść. Dlatego także inny Ewangelista wspomina, że zganił ich za niezrozumienie, mówiąc: „Czy nie rozumiecie tej przypowieści?”
Nie tylko jednak dlatego przemawia w przypowieściach. Czyni to również po to, aby Jego nauka stała się bardziej obrazowa, głębiej zapadła w pamięć słuchaczy i stawiała przedstawiane rzeczy niejako przed ich oczami. W podobny sposób postępowali również prorocy.
Cóż więc mówi owa przypowieść? „Oto siewca wyszedł siać” (Mt 13,3). Skąd wyszedł Ten, który jest obecny wszędzie i wszystko napełnia? Jak mógł wyjść? Nie wyszedł przecież przez zmianę miejsca, lecz przez sposób swego działania wobec nas i przez ekonomię zbawienia, przybliżając się do ludzi przez przyjęcie ciała. Ponieważ my nie mogliśmy wejść do Niego, odgrodzeni przez nasze grzechy, On sam wychodzi ku nam.
A dlaczego wyszedł? Czy po to, aby zniszczyć ziemię porosłą cierniami? Czy po to, aby ukarać rolników? Bynajmniej. Wyszedł, aby uprawić tę ziemię, zatroszczyć się o nią i zasiać słowo pobożności. Przez ziarno rozumie tutaj swoją naukę, przez rolę – dusze ludzkie, a przez siewcę – samego siebie. Jaki zaś jest los tego zasiewu? Trzy części giną, jedna tylko zostaje ocalona.
„Gdy siał” – mówi – „jedne ziarna padły przy drodze, a ptaki przyleciały i wydziobały je”. Nie powiedział, że je rzucił, lecz że „padły”.
„Inne padły na miejsce skaliste, gdzie nie miały wiele ziemi. I zaraz wzeszły, ponieważ gleba nie była głęboka. Lecz gdy wzeszło słońce, zostały spalone, a ponieważ nie miały korzenia, uschły. Inne zaś padły między ciernie; ciernie wyrosły i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię dobrą i wydały owoc: jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha.”
Ocala zatem jedna czwarta zasiewu. I nawet ta nie wydaje jednakowego plonu, lecz i tutaj zachodzi wielka różnica.
Mówi to wszystko, aby ukazać, że wszystkim bez wyjątku głosił słowo, niczego nikomu nie skąpiąc. Jak bowiem siewca nie czyni różnicy między rolami, które mu powierzono, lecz po prostu i jednakowo rozsiewa ziarno, tak i Chrystus nie czyni różnicy między bogatym i ubogim, mądrym i prostym, niedbałym i gorliwym, odważnym i bojaźliwym. Do wszystkich jednakowo kieruje swoje słowo, spełniając to, co do Niego należy, chociaż z góry zna jego owoce. Dzięki temu może powiedzieć: „Cóż jeszcze miałem uczynić dla mojej winnicy, czego bym nie uczynił?”
Prorocy przedstawiali lud Boży pod obrazem winnicy. „Umiłowany mój” – mówi Pismo – „miał winnicę” (Iz 5,1); a gdzie indziej: „Przeniosłeś winny szczep z Egiptu” (Ps 80,8). Chrystus natomiast mówi o zasiewie. Dlaczego? Aby ukazać, że teraz posłuszeństwo będzie łatwiejsze do osiągnięcia i rychlej wyda owoc.
Kiedy więc słyszysz: „Siewca wyszedł siać”, nie uważaj tego za zbędne powtórzenie. Siewca często wychodzi przecież także w innym celu: aby orać, usuwać chwasty, wyrywać ciernie albo wykonywać inne prace w polu. Ten jednak wyszedł właśnie po to, aby siać.
Powiedz mi zatem: z czyjej winy przepadła większa część ziarna? Nie z winy siewcy, lecz z winy ziemi, która je przyjęła, to znaczy duszy, która nie chciała słuchać.
Dlaczego jednak nie powiedział wprost: „Jedni przyjęli słowo niedbale i je utracili; inni, bogaci, zagłuszyli je; jeszcze inni, niestali, zmarnowali je”? Ponieważ nie chciał zbyt surowo ich karcić, aby nie pogrążyć ich w rozpaczy. Pozostawia więc naganę sumieniu słuchaczy. I nie tylko z zasiewem tak się dzieje, lecz także z siecią. Ona również wydobywa wiele rzeczy bezużytecznych.
Tę przypowieść wypowiada zaś po to, aby umocnić swoich uczniów i nauczyć ich, że nawet jeśli więcej będzie tych, którzy odrzucą słowo, niż tych, którzy je przyjmą, nie powinni tracić odwagi. Tak było przecież i z ich Panem. On, chociaż z góry wiedział, że tak się stanie, nie przestał siać.
Lecz ktoś mógłby powiedzieć: „Czyż rozsądnie jest siać między ciernie, na skałę albo przy drodze?” W odniesieniu do ziarna i ziemi nie byłoby to rozsądne. Jednak gdy chodzi o dusze ludzkie i ich pouczenie, postępowanie takie zasługuje na najwyższą pochwałę. Rolnik słusznie zostałby zgromiony, gdyby tak postępował, ponieważ skała nie może stać się ziemią, droga przestać być drogą, ani ciernie przestać być cierniami. Inaczej jednak jest tam, gdzie działa wolna i rozumna natura. Skała może przemienić się w żyzną rolę; droga może przestać być deptana i wystawiona na wszystkich przechodniów, stając się urodzajnym polem; ciernie zaś mogą zostać wyrwane, a zasiane ziarno wzrastać w pełnym bezpieczeństwie. Gdyby taka przemiana była niemożliwa, ów Siewca nie rzucałby ziarna. A jeśli nie wszyscy się przemieniają, nie jest to winą Siewcy, lecz tych, którzy nie chcą się przemienić. On bowiem uczynił wszystko, co do Niego należało. Jeżeli zaś oni zmarnowali to, co od Niego otrzymali, On pozostaje bez winy, okazawszy tak wielką miłość ku człowiekowi.
Zwróć także uwagę na jeszcze jedną rzecz. Droga prowadząca do zguby nie jest jedna, lecz jest ich wiele i bardzo się od siebie różnią. Ci, którzy podobni są do drogi, to ludzie o umysłach ociężałych, obojętni i niedbali. Natomiast ci, których przedstawia grunt skalisty, są tymi, którzy upadają jedynie z powodu swojej słabości. „To zaś, co zostało zasiane na gruncie skalistym” – mówi Chrystus – „oznacza tego, kto słucha słowa i zaraz z radością je przyjmuje. Nie ma jednak w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy zaś z powodu słowa przychodzi ucisk albo prześladowanie, natychmiast się gorszy” (Mt 13,20–21). A o ziarnie zasianym przy drodze mówi: „Gdy ktoś słucha słowa królestwa, lecz go nie rozumie, przychodzi Zły i porywa to, co zostało zasiane w jego sercu. To jest ten, który został obsiany przy drodze” (Mt 13,19). Nie jest przecież tym samym, gdy nauka usycha, chociaż nikt jej nie prześladuje ani nie podważa jej fundamentów, i tym, gdy człowiek ulega naporowi pokus. Ci jednak, których przedstawiają ciernie, są daleko mniej usprawiedliwieni niż tamci.
Aby więc nic z tego nas nie spotkało, okrywajmy usłyszane słowo gorliwością i nieustanną pamięcią. Choć bowiem diabeł porywa zasiew, od nas zależy, czy pozwolimy mu go porwać. Choć rośliny usychają, nie dzieje się to z powodu samego żaru. Chrystus nie powiedział przecież: „Uschły z powodu upału”, lecz: „Ponieważ nie miały korzenia”. A jeśli słowo zostaje zagłuszone, nie dzieje się to z winy cierni, lecz z winy tych, którzy pozwalają im wyrosnąć. Jeżeli tylko zechcesz, możesz powstrzymać ten szkodliwy rozrost i właściwie korzystać z bogactwa. Dlatego Chrystus nie powiedział: „świat”, lecz „troska o świat”; ani nie powiedział: „bogactwo”, lecz „ułuda bogactwa”.
Nie oskarżajmy więc samych rzeczy, lecz zepsute usposobienie człowieka. Można bowiem być bogatym i nie ulec złudzeniu bogactwa; można żyć na tym świecie i nie zostać zdławionym jego troskami. Bogactwo niesie zresztą z sobą dwie przeciwstawne szkody. Z jednej strony rodzi niepokój, który wyczerpuje duszę i pogrąża ją w mroku; z drugiej zaś prowadzi do zbytku, czyniąc człowieka zniewieściałym i gnuśnym. Słusznie więc powiedział: „ułuda bogactwa”. Wszystko bowiem, co wiąże się z bogactwem, jest złudzeniem. Są to jedynie nazwy, którym nie odpowiada trwała rzeczywistość. Podobnie przyjemność, sława, wspaniałe szaty i wszystkie podobne rzeczy są jedynie przemijającym widowiskiem, a nie prawdziwym dobrem.
Po omówieniu dróg prowadzących do zguby Chrystus mówi następnie o dobrej ziemi. Nie chce bowiem dopuścić, aby słuchacze popadli w rozpacz, lecz daje im nadzieję pokuty i wskazuje, że można przejść od poprzednich stanów do tej dobrej roli. Jeżeli jednak ziemia jest dobra, Siewca ten sam, a ziarno jednakowe, dlaczego jedno wydaje plon stokrotny, inne sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inne trzydziestokrotny? I tutaj różnica pochodzi od samej roli. Nawet wśród ziemi dobrej istnieją bowiem wielkie różnice.
Widzisz zatem, że winy nie ponosi ani rolnik, ani ziarno, lecz ziemia, która je przyjmuje – nie ze względu na swoją naturę, lecz ze względu na swoje usposobienie.
Także i w tym objawia się wielkie miłosierdzie Boga względem człowieka: nie żąda On od wszystkich jednakowej miary cnoty. Przyjmuje tych, którzy przynoszą owoc stokrotny, nie odrzuca wydających sześćdziesięciokrotny i pozostawia miejsce także dla tych, którzy wydają plon trzydziestokrotny. Mówi to wszystko, aby ci, którzy za Nim idą, nie sądzili, że samo słuchanie wystarczy do zbawienia.
Ktoś jednak mógłby zapytać: dlaczego nie wspomniał także o innych wadach, takich jak nieczystość czy próżna chwała? Otóż mówiąc o „trosce o świat” i „ułudzie bogactwa”, objął nimi wszystkie pozostałe. Zarówno bowiem próżna chwała, jak i wszelkie inne namiętności należą do świata i do ułudy bogactwa: umiłowanie przyjemności, obżarstwo, zawiść, próżna chwała i wszystko, co do nich podobne. Dodał jednak także obraz drogi i gruntu skalistego, aby pokazać, że nie wystarczy jedynie uwolnić się od przywiązania do bogactwa. Trzeba jeszcze zdobywać wszystkie pozostałe cnoty. Bo cóż z tego, że nie jesteś przywiązany do bogactwa, jeśli pozostajesz miękki i pozbawiony męstwa? Albo cóż z tego, że jesteś mężny, jeśli niedbale i bez uwagi słuchasz słowa Bożego? Nie, żadna pojedyncza cnota nie wystarcza do zbawienia. Potrzeba przede wszystkim uważnego słuchania i nieustannego zachowywania słowa w pamięci; następnie męstwa; potem wzgardy dla bogactwa i wyzwolenia od wszystkiego, co światowe. Dlatego właśnie Chrystus wymienia to wszystko w takim porządku. Pierwszym warunkiem jest bowiem słuchanie, gdyż – jak mówi Apostoł – „Jakże uwierzą, jeśli nie usłyszą?” (Rz 10,14). Podobnie i my: jeśli nie będziemy uważnie słuchać nauki, nie zdołamy nawet poznać tego, co należy czynić. Dopiero potem potrzebne są męstwo oraz wzgarda dla dóbr doczesnych.
Usłyszawszy więc to wszystko, umacniajmy się z każdej strony: zachowujmy Jego naukę, zapuszczajmy głęboko korzenie i oczyszczajmy się z wszelkiego przywiązania do rzeczy świata. Jeżeli bowiem jedno spełnimy, a drugie zaniedbamy, nie odniesiemy żadnej korzyści. Bo cóż z tego, że nie zgubi nas bogactwo, jeśli zgubi nas gnuśność? Albo cóż z tego, że nie zgubi nas gnuśność, jeśli zgubi nas zniewieściałość? Rolnik jednakowo opłakuje utratę plonu, niezależnie od tego, z jakiej przyczyny do niej doszło. Nie pocieszajmy się więc tym, że nie giniemy na wszystkie sposoby, lecz raczej bolejmy nad tym, przez co rzeczywiście giniemy.
Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię Mateusza, XLIV, 4-7
Punkty do medytacji
Zauważ, że Jan Chryzostom nie traktuje Pisma Świętego jako zbioru argumentów, które mają wesprzeć jego tezy, ale zanurza się w Słowo, pozwala, żeby to litera tekstu prowadziła i kształtowała jego myśl, a nie żeby to jego myśl znajdywała wsparcie i argumenty w Piśmie Świętym. Jego główny wysiłek na tym polega: o co chodzi w tym tekście, co Jezus chce nam powiedzieć? Czy masz takie samo podejście do świętych tekstów? Czy pozwalasz, żeby to one kształtowały twój sposób myślenia?
Spróbuj w kilku punktach uporządkować tezy rozważania Jana Chryzostoma. Co według niego chce nam powiedzieć Jezus w przypowieści o siewcy?
Które z tych twierdzeń najbardziej potrzebne było tobie? Które powinny wybrzmieć w naszych wspólnotach, parafiach, Kościołach…?














