Strona główna / Ojcowie na niedzielę / Miała być pszenica… Skąd więc ten chwast?

Miała być pszenica… Skąd więc ten chwast?

W kolejną niedzielę Kościół rozsiany po całej ziemi gromadzi się, żeby świętować Dzień Pański i odnawiać radość z dzieła Chrystusa oraz nadzieję, którą ono w nas budzi. Czytania, po które sięgamy podczas liturgii, każą nam jednak spojrzeć na to dobre dzieło Pana z dużą dozą trzeźwości: nie wszystko wśród świętych jest święte, a na polu obsianym dobrym ziarnem rosną też chwasty. Taka jest dziś rzeczywistość Królestwa Bożego, które co prawda już przyszło i jest między nami, ale jeszcze daleko mu do pełni. Musimy uzbroić się w cierpliwość i zgodzić się na Boży plan, który jest jasny: dobre ziarno i chwast będą rosły obok siebie aż do skończenia świata.

Na dzisiejszą niedzielę polecamy fragment homilii Jana Chryzostoma. Całość tej homilii jest w Bibliotece patrystycznej (można ją znaleźć tutaj).

Z pism Ojców

Taki bowiem jest jeden z podstępów diabła: zawsze obok prawdy wprowadzać błąd, nadając mu liczne podobieństwa do prawdy, aby łatwiej zwieść tych, którzy są podatni na oszustwo. Dlatego Pan nie mówi o innym rodzaju nasienia, lecz o chwaście, który z wyglądu jest do pewnego stopnia podobny do pszenicy.

Następnie wskazuje także sposób działania nieprzyjaciela. „Gdy ludzie spali” (Mt 13,25) — mówi. Przez te słowa zawiesza nad przełożonymi Kościoła niemałe ostrzeżenie, ponieważ właśnie im w szczególny sposób powierzona została troska o rolę. Dotyczy ono jednak nie tylko pasterzy, lecz także wszystkich wiernych.

Ukazuje również, że błąd pojawia się dopiero po prawdzie, co potwierdza sam bieg wydarzeń. Tak bowiem po prorokach przyszli fałszywi prorocy, po apostołach — fałszywi apostołowie, a po Chrystusie — Antychryst. Diabeł bowiem, dopóki nie zobaczy czegoś, co mógłby naśladować lub przeciw czemu mógłby knuć swoje zasadzki, ani nie podejmuje działania, ani nawet nie wie, jak je rozpocząć.

Tak również i tutaj, widząc, że jedno ziarno wydało plon stokrotny, inne sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inne trzydziestokrotny (por. Mt 13,8.23), obiera inną drogę. Skoro nie zdołał wyrwać tego, co zapuściło już korzenie, ani zadusić tego cierniami, ani spalić żarem prześladowań, ucieka się do nowego podstępu: potajemnie zasiewa własne wymysły pośród prawdy.

Ktoś mógłby jednak zapytać: jaka jest różnica między tymi, którzy śpią, a tymi, których przedstawia droga? Otóż tam diabeł natychmiast porywa zasiane słowo i nie pozwala mu nawet zapuścić korzeni (por. Mt 13,4.19). Tutaj natomiast potrzebuje większego podstępu.

Chrystus mówi to wszystko, ucząc nas nieustannej czujności. Choćbyś bowiem uniknął tamtych niebezpieczeństw, pozostaje jeszcze inne. Jak w poprzedniej przypowieści zgubę sprowadzały droga, skała i ciernie (por. Mt 13,4–7.19–22), tak tutaj przyczyną zguby staje się sen. Dlatego potrzebna jest nieustanna czujność. Z tego też powodu powiedział: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 10,22; 24,13).

Coś podobnego wydarzyło się już u początków Kościoła. Mam na myśli tych spośród przełożonych, którzy wprowadzali do wspólnot kościelnych ludzi przewrotnych i heretyków ukrywających swoją prawdziwą naukę. W ten sposób bardzo ułatwili zastawienie tej zasadzki. Gdy bowiem diabeł raz umieści ich pośród nas, nie potrzebuje już wiele trudu.

Ktoś jednak powie: jak można w ogóle nie spać? Jeśli chodzi o sen naturalny, jest to niemożliwe. Lecz jeśli chodzi o sen duchowy, o ospałość duszy, jest to jak najbardziej możliwe. Dlatego również Paweł napomina: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze” (1 Kor 16,13).

Następnie Pan ukazuje, że działanie nieprzyjaciela jest nie tylko szkodliwe, ale i całkowicie zbędne. Gdy bowiem rola została już uprawiona i niczego jej nie brakowało, wtedy właśnie nieprzyjaciel ponownie dokonuje zasiewu. Tak samo postępują heretycy: nie z żadnej konieczności, lecz jedynie z próżnej chwały rozsiewają własną truciznę.

Nie tylko przez to, lecz również przez dalszy ciąg przypowieści Chrystus trafnie przedstawia całe ich postępowanie. „Gdy zboże wyrosło i wydało plon, wtedy ukazał się także chwast” (Mt 13,26). Tak właśnie czynią i oni. Na początku ukrywają swoje zamiary; dopiero gdy zdobędą zaufanie i znajdzie się ktoś, kto dopuści ich do głoszenia słowa, wówczas zaczynają rozlewać swój jad.

Dlaczego jednak Pan wprowadza do przypowieści sługi, którzy opowiadają gospodarzowi o tym, co się stało? Aby pouczyć, że nie należy ich zabijać.

Nazywa zaś diabła „nieprzyjacielem” (Mt 13,28) ze względu na zło, jakie wyrządza ludziom. Choć bowiem jego nienawiść uderza w nas, to jednak u swego źródła skierowana jest nie przeciw ludziom, lecz przeciw Bogu. Stąd jasno wynika, że Bóg miłuje nas bardziej, niż my sami potrafimy miłować siebie.

Zwróć uwagę jeszcze na inny przejaw złośliwego podstępu diabła. Nie zasiał chwastu wcześniej, ponieważ nie miał jeszcze czego niszczyć. Uczynił to dopiero wtedy, gdy wszystko zostało już dokonane, aby udaremnić trud Gospodarza. Tak wielka była jego nieustanna nienawiść do Niego.

Zauważ także gorliwość sług. Jakże spieszą się, by natychmiast wyrwać chwast, choć czynią to bez należytego rozeznania! Świadczy to jednak o ich trosce o zasiew. Zabiegają oni wyłącznie o jedno — nie o ukaranie nieprzyjaciela, lecz o ocalenie posianego ziarna. Tamto bowiem nie jest dla nich rzeczą najważniejszą. Pragną jedynie usunąć zło, zanim się rozprzestrzeni. Nawet tego jednak nie chcą uczynić samowolnie. Nie ufają własnemu osądowi, lecz oczekują decyzji Pana, pytając: „Czy chcesz, abyśmy poszli i zebrali go?” (Mt 13,28). Cóż więc odpowiada Gospodarz? Zabrania im, mówiąc: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim także pszenicy” (Mt 13,29). Powiedział to po to, aby zapobiec wojnom, rozlewowi krwi i zabójstwom. Nie godzi się bowiem zabijać heretyka, gdyż sprowadziłoby to na świat niekończącą się wojnę.

Dwoma zatem racjami powstrzymuje ich od takiego działania. Po pierwsze, aby nie ucierpiała pszenica. Po drugie, ponieważ kara z pewnością dosięgnie tych, którzy pozostaną nieuleczalnie skażeni. Jeśli więc pragniesz ich ukarania, a zarazem chcesz ocalić pszenicę, czekaj do właściwego czasu.

Co znaczą słowa: „byście… nie wyrwali razem z nim także pszenicy” (Mt 13,29)? Albo to, że gdybyście chwycili za broń i zaczęli zabijać heretyków, nieuchronnie zginęłoby wraz z nimi wielu świętych. Albo też, że spośród samego chwastu wielu może się jeszcze odmienić i stać się pszenicą. Gdybyście więc wyrwali ich przedwcześnie, zniszczylibyście to, co mogło jeszcze stać się pszenicą, zabijając tych, w których wciąż pozostaje miejsce na nawrócenie i poprawę. Chrystus nie zabrania zatem przeciwstawiać się heretykom, zamykać im ust, odbierać im swobody publicznego nauczania ani rozbijać ich zgromadzeń i sprzysiężeń. Zakazuje jedynie ich zabijania. Zobacz także Jego łagodność. Nie tylko wydaje rozstrzygnięcie i zakazuje takiego postępowania, lecz również podaje powody swojej decyzji.

Cóż jednak, jeśli chwast pozostanie aż do końca? Wówczas — mówi Pan — „Powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zgromadźcie do mojego spichlerza” (Mt 13,30). I tutaj ponownie przypomina słowa Jana Chrzciciela, ukazując siebie jako Sędziego. Dopóki chwast rośnie razem z pszenicą, należy go oszczędzać, ponieważ może się jeszcze stać pszenicą. Gdy jednak nadejdzie kres i okaże się, że nie przyniósł żadnego pożytku, dosięgnie go nieuchronna kara.

„Powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast” (Mt 13,30). Dlaczego mówi: „najpierw”? Aby sprawiedliwi nie ulękli się, jakoby mieli zostać zabrani razem z bezbożnymi. „Powiążcie go w snopki na spalenie, pszenicę zaś zgromadźcie do mojego spichlerza” (Mt 13,30).

Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię Mateusza, XLVI, 1

Punkty do medytacji

Jan Chryzostom przedstawia bardzo społeczną, eklezjalną interpretację przypowieści. Dziś zdecydowanie częściej religię traktujemy jako doświadczenie osobiste, intymne i Ewangelię oraz inne teksty Pisma odnosimy do nas samych, do naszej osobistej moralności. W starożytności religia była sprawą społeczną tak, jak to jest do dziś w niektórych regionach świata, gdzie w dowodach osobistych figuruje rubryka: religia. Czytając tekst Jana Chryzostoma w Europie XXI wieku, musimy mieć świadomość odmiennego kontekstu.

Zwróć uwagę na konkretne pouczenia, które biskup Konstantynopola kieruje do powierzonego mu ludu: nie tylko przełożonym wspólnot nakazuje czujność, ale i wiernym – bo często źródłem błędu są przełożeni; zachęca do gorliwości w obronie dobrego ziarna, ale przestrzega przed przekraczeniem jej miary. Dziś zdania z jego homilii: „nie wolno zabijać heretyka” nie usłyszymy w żadnym kościele, bo dla wszystkich jest to oczywiste. Jednak dziś jest oczywiste między innymi dlatego, że wówczas padło w stolicy cesarstwa z ust biskupa Jana.

Zostaw odpowiedź