Strona główna / Czytamy Ojców / Bazyli Wielki: przestań się trudzić nad budowaniem więzienia dla samego siebie!

Bazyli Wielki: przestań się trudzić nad budowaniem więzienia dla samego siebie!

Na początku roku szkolnego i akademickiego proponujemy w ramach codziennej lektury Ojców: „Nulla dies sine riga” lekturę pisma Bazylego Wielkiego „Do młodzieńców”. Jest to zachęta skierowana do młodych ludzi, żeby śmiało sięgali po teksty pogańskich autorów, gdyż można w nich znaleźć całkiem sporo dobrych treści. Całość tego tekstu jest w naszej Bibliotece patrystycznej.

Równocześnie zapraszamy do podjęcia Studium źródeł, o którym piszemy tutaj. Bazyli co prawda zachęcał do czytania autorów pogańskich, a w naszym studium sięgamy po teksty chrześcijańskie, jesteśmy jednak pewni, że podjęcie studium na Patres2.pl cieszyć się będzie jego błogosławieństwem.

Z pism Ojców

Mógłby ktoś powiedzieć: co zatem mamy robić? A cóż innego niż podjąć troskę o duszę odwracając zupełnie naszą uwagę od innych spraw? Nie mamy więc usługiwać ciału więcej niż to konieczne, ale powinniśmy zatroszczyć się o to, co najlepsze dla duszy, uwalniając ją przez filozofię jakby z więzienia udziału w doznaniach ciała, równocześnie czyniąc ciało mocniejszym od tych doznań, dostarczając żołądkowi tego, co konieczne, a nie to, co najprzyjemniejsze, jak czynią ludzie myślący tylko o przyjęciach i kucharzach, którzy przeszukują całą ziemię i morze, jakby jakiemuś okrutnemu tyranowi płacili daniny, godni litości z powodu tej pracy, jako że doświadczają rzeczy nie mniej nieznośnych niż ci, którzy zostali strąceni do Hadesu: rzeczywiście układają wełnę tuż przy ogniu i noszą wodę sitem wlewając ją do dziurawej beczki, nie znajdując przy tym żadnego końca dla swoich trudów.

Dalej, troszczenie się bardziej niż to konieczne o swoje uczesanie i ubranie jest – jak mówi Diogenes – cechą ludzi albo nieszczęśliwych, albo niesprawiedliwych. Myślę, że bycie strojnisiem lub uchodzenie za takiego powinno się uznać za podobnie szpetne jak prostytucja czy uwodzenie cudzych żon. Co to by była za różnica, przynajmniej dla człowieka mającego rozum, narzucić na siebie tunikę czy też założyć jakiś ubranie gorszej jakości, jak długo nie brakuje mu odzienia na zimę czy chroniącego przed upałem?

Także z innych rzeczy w ten sam sposób trzeba korzystać: nie bardziej, niż to jest potrzebne, i nie należy całej troski poświęcać ciału ani troszczyć się o nie bardziej niż o duszę. Dla człowieka, który szczerze zasłużył na tego rodzaju imię, bycie strojnisiem hołdującym ciału jest nie mniejszą obelgą niż tchórzliwe uleganie jakiejś innej z namiętności. Angażowanie całego wysiłku w tym celu, by czyjeś ciało miało się jak najlepiej, nie jest cechą człowieka znającego samego siebie i rozumiejącego to mądre zalecenie, że człowiek nie jest tym, co widoczne, ale potrzebna jest jakaś większa mądrość, przez którą każdy z nas, kimkolwiek by był, odkrywa samego siebie.

Jednak dla ludzi, którzy nie oczyścili umysłu, jest to bardziej niemożliwe niż patrzenie na słońce dla chorego na oczy. Oczyszczenie zaś duszy, żeby powiedzieć to krótko i w sposób dla was wystarczający, polega na lekceważeniu przyjemności płynących ze zmysłów: nie nasycać oczu nieodpowiednimi widowiskami cudotwórców czy też pokazami ciał, które pobudzają do przyjemności, i nie wpuszczać przez uszy melodii, która rujnuje dusze. Z tego rodzaju muzyki w sposób naturalny powstają jako ich skutek doznania zniewalające i ściągające w dół. Lecz my musimy iść za inną muzyką, która jest wyższa i ku wyższym rzeczom prowadzi, a którą posługiwał się Dawid, twórca świętych hymnów, który z szaleństwa – jak mówią – wyprowadzał króla.

Mówi się także, że gdy Pitagoras raz natknął się na pijanych biesiadników, nakazał, żeby aulista, który przewodził zabawie, zmienił tonację, żeby zagrał im w tonacji doryckiej: a wtedy tym ludziom dzięki melodii powrócił rozum, tak że odrzucili wieńce i odeszli zawstydzeni. Inni zaś na dźwięk aulosu zachowują się jak korybanci lub bakchanci. Taka jest różnica w napełnianiu się zdrową lub złą muzyką. Dlatego musicie uczestniczyć jak najmniej w muzyce, która dziś jest popularna, jak w rzeczywistości jawnie bardzo szpetnej.

Natomiast rozpylania w powietrzu różnego rodzaju perfum wydających przyjemne zapachy czy namaszczania samych siebie wonnymi olejkami wstydzę się nawet zabraniać. A co można by powiedzieć na temat tego, że nie potrzeba również gonić za przyjemnościami dotyku i smaku, jeśli nie to, że ludzi zaangażowanych w ich zdobywanie przyjemności te popychają do życia skupionego na żołądu i na jego zawartości – na wzór zwierząt?

Jednym słowem, człowiek, który nie ma zamiaru zagrzebać się w przyjemnościach jak w bagnie, powinien zlekceważyć wszystkie sprawy ciała albo zajmować się nim w takim stopniu, w jakim służy nam ono pomocą dla filozofii, jak twierdzi Platon mówiąc coś podobnego do Pawła, który zaleca, żeby wcale się nie troszczyć o ciało ze względu na to, że jest bazą dla pożądań. Czym różniliby się ludzie starający się o ciało, by miało się jak najlepiej, i zaniedbujący korzystającą z niego duszę jako nic niewartą, od ludzi gorliwie dbających o narzędzia, którzy lekceważą rzemiosło możliwe dzięki nim do wykonania? Należy zaś wręcz przeciwnie opanować je całe i poskromić niczym wybryki zwierzęcia, trzeba uśmiercić pochodzące od niego i pojawiające się w duszy wzburzenia, chłoszcząc je rozsądkiem niczym batem, a nie powinno się uwalniać przyjemności od wszelkiego hamulca i pozwalać, żeby umysł prowadzony był niczym jeździec siłą porwany przez nieokiełznane konie. Pamiętać też trzeba o Pitagorasie, który, gdy zobaczył jednego ze swoich przyjaciół, który bardzo intensywnie budował ciało przy pomocy ćwiczeń fizycznych i pokarmu, powiedział: „Ej ty, nie przestaniesz trudzić się przy budowaniu więzienia dla siebie samego?”.

Dlatego mówią, że również Platon, który przewidział szkody płynące z ciała, świadomie umieścił Akademię w niezdrowej krainie attyckiej, aby zbyt dobre samopoczucie ciała przyciąć niczym przerośniętą odrośl krzewu winnego. Ja natomiast słyszałem od lekarzy, że posunięte do szczytu dobre samopoczucie jest szkodliwe. Skoro więc taka przesadna troska o ciało jest zarówno niekorzystna dla samego ciała, jak i stanowi przeszkodę dla duszy, wielbić je i czcić jest jawnym szaleństwem.

Natomiast gdybyśmy zatroszczyli się o to, by je zlekceważyć, to dużo mniej podziwialibyśmy inne ludzkie sprawy. Jaki bowiem płynąłby dla nas zysk z bogactwa, skoro lekceważymy przyjemności płynące z ciała? Ja nie widzę żadnego, chyba że – jak w przypadku mitologicznych smoków – dawałoby ono jakąś przyjemność pilnującym skarbów ukrytych w ziemi. Człowiek jednak, w którym wypracowano wolny stosunek do tych rzeczy, daleki będzie od angażowania się czynem lub słowem w sprawy niskie i szpetne. To, co wykracza poza konieczność – nawet niech to będzie pył Lidijski czy owoc pracy złotonośnych mrówek – tym bardziej będzie lekceważył, im mniej będzie tego potrzebował, a samą konieczność określi przez wymogi natury, a nie przez przyjemności.

Ci zaś, którzy wyszli poza granice konieczności, podobnie jak ludzie spadający w dół, nie mogąc zatrzymać się na żadnym miejscu nigdy nie przestają biec do przodu, ale im więcej bogactwa zgromadzą wokół siebie, drugie tyle potrzebują a nawet jeszcze więcej dla zaspokojenie pragnienia, według słów Solona Eksecestydy, który mówi: „Dla ludzi nie istnieje żaden określony kres bogacenia się”. W tej sprawie trzeba także korzystać z nauki Teognis, gdy mówi: „Nie kocham bogactwa i nie modlę się o nie, ale niech mi dane będzie żyć [zadowalając się] skromnymi dobrami i nie doświadczać żadnego zła”. Ja natomiast podziwiam lekceważący stosunek do wszystkich w ogóle ludzkich spraw Diogenesa, który mówił o sobie samym, że jest bogatszy od wielkiego króla ponieważ w życiu mniej niedostatku doświadczał niż on. A my? Czy nic nas nie zadowoli, póki nie mamy bogactw Pytiosa Myzyjczyka, wielu ar ziemi i tyle stad bydła, że nie można ich zliczyć?

Lecz wypada – jak myślę – żeby człowiek pozbawiony bogactw nie pragnął ich, a gdy je posiada, żeby nie cenił bardziej swoich posiadłości niż wiedzy o tym, jak nimi dobrze rozporządzić. Ładnie to pokazuje pewna historia z życia Sokratesa: gdy pewien człowiek z powodu bogactw miał o sobie wysokie mniemanie, ten powiedział, że nie wcześniej będzie go podziwiał, niż wtedy, gdy przekona się, że umie się nimi posługiwać. Albo Fidiasz i Poliklet, gdyby mieli o sobie wysokie mniemanie z powodu złota i kości słoniowej, z których wykonali jeden Dzeusa dla Elejczyków, a drugi dla Argejczyków Herę, to przecież naraziliby się na śmieszność, skoro chlubiliby się czyimś bogactwem pomijając umiejętność, dzięki której samo złoto okazało się jeszcze przyjemniejsze i bardziej godne czci. A my? Jeśli przyjmujemy, że umiejętność bycia człowiekiem nie wystarcza samej sobie za ozdobę, to czy nie widzimy, że robimy coś zasługującego na jeszcze większą hańbę?

Lecz może zlekceważymy bogactwo i pogardzimy przyjemnościami zmysłowymi, ale pójdziemy za łaskoczącymi mile pochlebstwami, szukając gorliwie wielobarwnych podstępów lisiego Archilocha? Lecz człowiek rozsądny niczego bardziej nie powinien unikać od życia ze względu na sławę i oglądania się na to, co ludziom się wydaje, zamiast traktowania prawdziwego poznania za wodza swojego życia. Wtedy bowiem, nawet jeśli będzie musiał sprzeciwić się wszystkim ludziom, stracić uznanie i znaleźć się w niebezpieczeństwie z powodu dobra, nic nie przywiedzie go odwrócenia się od tego, co poprawnie poznał. Czy powiemy, że człowiek, który tak się nie zachowuje, różni się czymś od tego egipskiego mędrka, który stawał się rośliną lub zwierzęciem, kiedy tylko chciał, a także ogniem, wodą i każdą inną rzeczą? Jeśli zaś ktoś jest taki, to raz będzie wychwalał to co sprawiedliwe przed ludźmi, którzy to szanują, a innym razem wypowie przeciwne słowa, kiedy tylko zda sobie sprawę, że niesprawiedliwość cieszy się dobrą opinią, jak to jest w zwyczaju pochlebców. I jak mówią o kameleonie, że dopasowuje kolor do podłoża, tak samo taki człowiek zmienia własną opinię według przekonań ludzi będących wokół niego.

Bazyli Wielki, Do młodzieńców 9

Tagi:

Zostaw odpowiedź