Kolejny Dzień Pański, który przeżywamy, gromadzi nas wokół naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Stajemy w tym dniu na zgromadzeniu Kościoła, aby karmić się Nim samym – chlebem, który dał nam Ojciec – i stawać się do Niego podobnymi. Dlatego ważną częścią liturgii Kościoła jest czytanie i rozważanie Ewangelii.
Dziś czytamy w kościołach fragment Mt 14,13-21. W V wieku homilię do tego samego fragmentu Ewangelii wygłosił Jan Chryzostom. Całość tej homilii jest w Bibliotece patrystycznej, a dla tych, którzy mają mniej czasu, proponujemy lekturę jej fragmentu.
Z pism Ojców
„Wziął więc chleby, połamał je i rozdawał przez ręce uczniów” (por. Mt 14,19). Uczynił to, aby ich wyróżnić, lecz nie tylko po to. Chciał również, aby po dokonaniu cudu nie mogli w niego zwątpić ani z czasem o nim zapomnieć, skoro ich własne ręce stały się świadkami tego, co się wydarzyło.
Dlatego pozwala najpierw tłumom odczuć głód, czeka, aż uczniowie sami do Niego przyjdą i zwrócą się z prośbą, przez nich poleca ludziom usiąść i przez nich rozdaje pokarm. Chce bowiem uprzedzić ich niedowiarstwo ich własnymi słowami i czynami.
Dlatego również od nich przyjmuje chleby, aby świadków dokonującego się cudu było jak najwięcej i aby zachowali trwałą pamiątkę tego wydarzenia. Skoro bowiem nawet mimo tych wszystkich okoliczności później zapomnieli o cudzie (Mt 16,9–10; Mk 8,17–21), to cóż dopiero stałoby się, gdyby Jezus nie zatroszczył się o takie dowody?
Poleca także, aby usiedli na wydeptanej trawie (Mt 14,19), ucząc tłumy wyrzeczenia. Nie pragnął bowiem jedynie nakarmić ich ciał, lecz również wychować ich dusze. Zarówno miejsce, jak i fakt, że podał im jedynie chleby i ryby, że wszystkim podał ten sam pokarm, uczynił go wspólnym i nikomu nie dał więcej niż innym, miały nauczyć ich pokory, umiarkowania, miłości oraz zgodnego współżycia, w którym wszystko uważa się za wspólne.
„Połamał i dawał uczniom, a uczniowie tłumom” (Mt 14,19). Pięć chlebów połamał i podał uczniom, a owe pięć rozmnażało się w ich rękach. I nawet na tym cud się nie kończy. Chrystus sprawia bowiem coś jeszcze większego: pozostają ułomki, i to nie całe chleby, lecz właśnie ich resztki. Miało to ukazać, że rzeczywiście pochodziły z tych samych chlebów, a zarazem umożliwić tym, którzy nie byli obecni, poznanie tego, co się wydarzyło.
Właśnie dlatego dopuścił wcześniej, aby tłumy odczuły głód, aby nikt nie mógł uznać całego wydarzenia za złudzenie.
Z tego samego powodu pozostawił dokładnie dwanaście koszów ułomków (Mt 14,20), tak aby również Judasz niósł jeden z nich. Mógł przecież jedynie zaspokoić głód ludzi, lecz wtedy uczniowie nie poznaliby w pełni Jego mocy. Podobnie było również w przypadku Eliasza, gdy cudownie rozmnożył żywność (1 Krl 17,8–16).
Tak wielkie zdumienie wzbudził wśród Żydów ten cud, że zapragnęli nawet obwołać Go królem (J 6,14–15), choć po innych cudach nie reagowali w ten sposób.
Jakże rozum potrafi wyjaśnić, w jaki sposób rozmnażały się chleby? Jak mogły pojawiać się na pustkowiu? Jak mogły wystarczyć dla tak wielkiej liczby ludzi – było ich przecież „około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci” (Mt 14,21). Jest to zresztą wielka pochwała dla tych ludzi, skoro zarówno mężczyźni, jak i kobiety podążali za Chrystusem. A jak wyjaśnić powstanie ułomków? To przecież cud nie mniejszy od samego rozmnożenia. Pozostałości było tak wiele, że liczba koszów dokładnie odpowiadała liczbie uczniów – ani więcej, ani mniej.
Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię Mateusza, XLIX, 3
Punkty do medytacji
Jan Chryzostom świadom jest, że Bóg czasami zwleka z odpowiedzią na nasze modlitwy i pozwala nam „oczuć głód”, czyli doświadczyć jakiegoś dotkliwego braku, co zawsze wiąże się z cierpieniem. Pytanie o sens takiego działania poszukuje nieustannie odpowiedzi: czemu Bóg nie reaguje od razu? czem pozwala nam doświadczyć cierpnienia? Odpowiedź Jana Chryzostoma jest następująca: by umocnić w nas wiarę. Ostatecznie przecież potrzebować będziemy wiary mocniejszej niż wszystko, gdy będziemy mierzyć się z największym wyzwaniem: odchodzeniem z tego świata, utratą naszego życia.













