Strona główna / Czytamy Ojców / Bazyli Wielki: ćwieczenia są ważne, ale chwała jest za zwycięstwo w prawdziwej walce

Bazyli Wielki: ćwieczenia są ważne, ale chwała jest za zwycięstwo w prawdziwej walce

Na początku roku szkolnego i akademickiego proponujemy w ramach codziennej lektury Ojców: „Nulla dies sine riga” lekturę pisma Bazylego Wielkiego „Do młodzieńców”. Jest to zachęta skierowana do młodych ludzi, żeby śmiało sięgali po teksty pogańskich autorów, gdyż można w nich znaleźć całkiem sporo dobrych treści. Całość tego tekstu jest w naszej Bibliotece patrystycznej.

Równocześnie zapraszamy do podjęcia Studium źródeł, o którym piszemy tutaj. Bazyli co prawda zachęcał do czytania autorów pogańskich, a w naszym studium sięgamy po teksty chrześcijańskie, jesteśmy jednak pewni, że podjęcie studium na Patres2.pl cieszyć się będzie jego błogosławieństwem.

Z pism Ojców

Lecz wróćmy do tego, co mówiłem na początku, że nie powinniśmy wszystkiego po kolei przyjmować, ale to, co przynosi korzyść. Wstydem by było przecież z jednej strony odrzucać szkodliwe pokarmy, a z drugiej nie mieć żadnej opinii o naukach, którymi karmimy naszą duszę, i pochłaniać wszystko co przed nami jak rwący strumień. Skoro sternik nie pozwala łodzi, by płynęła na ślepo jak wiatr zawieje, lecz prowadzi ją prosto do portu, łucznik zaś wypuszcza strzały do celu, a zwykły kowal czy też cieśla osiąga zamierzony rezultat zgodnie z zasadami rzemiosła, to jaki miałoby sens, gdybyśmy pozostawali w tyle za tego rodzaju rzemieślnikami pod względem umiejętnej troski o nasze sprawy?

Nie jest przecież tak, że działanie robotników ma jakiś kres, a życie ludzkie nie ma celu, ze względu na który człowiek powinien wszystko czynić i mówić, by nie przypominać bezmyślnych stworzeń. W przeciwnym razie bylibyśmy tak niesterowni, jak źle wyważone łodzie, skoro przy sterach duszy nie siedziałby żaden umysł, i na ślepo życie miotałoby nami w górę i w dół. Jednak w zawodach gimnastycznych, czy jak kto woli muzycznych, ćwiczy się te dyscypliny, w których walczy się o zwycięstwo, i nikt, kto trenuje zapasy czy wielobój, nie ćwiczy się w grze na gitarze lub aulosie. Na pewno nie robił tak Polidamas. On przed zawodami olimpijskimi zatrzymywał pędzące rydwany i w ten sposób wzmacniał swoją siłę. Również Milon nie dawał się zepchnąć z natartej oliwą tarczy, lecz stawiał opór nie gorzej niż posągi umocowane przy pomocy ołowiu. Krótko mówiąc, ćwiczenia były dla nich sposobem na przygotowanie się do zapasów. Jeśli zaś zajęliby się dźwiękami Frygijczyków, Marsjasza czy Olimposa lekceważąc kurz i ćwiczenia, to czy szybko osiągnęliby wieńce i sławę, czy raczej skazaliby się na śmieszność na polu ćwiczeń fizycznych? Natomiast Tymoteusz nie porzucił muzyki, żeby czas spędzać w salach gimnastycznych. W takim przypadku byłoby niemożliwe, żeby wybił się ponad wszystkich w muzyce, zdobywając tego rodzaju biegłość, że pobudzał serce przy pomocy ostrych i żywych tonów, a następnie – kiedy tylko chciał – uspokajał i łagodził je tonami łagodniejszymi. Mówi się o nim w związku z tym, że grając kiedyś na aulosie dla Aleksandra, pobudził go do chwycenia po broń w środku uczty i potem znowu wprowadził między biesiadników łagodząc tony. Ćwiczenie daje tak wielką siłę w osiąganiu celu zarówno w muzyce jak i w walkach sportowych.

Dlatego zaś wspomniałem o wieńcach i o atletach, że oni przeszli dziesiątki tysięcy cierpień i wzmocnili swoją siłę na wiele sposobów, wylali wielkie ilości potu podczas trudnych ćwiczeń, otrzymali wiele razów w sali gimnastycznej, przyjęli zaś nie jakiś przyjemny sposób życia, ale ten narzucony przez trenerów, i uczynili inne rzeczy – żeby już nie przedłużać mowy – w tym celu, by ich życie przed zawodami było przygotowaniem do zawodów, kiedy to na stadionie się rozbierają, ponoszą każdy trud i niebezpieczeństwo, żeby otrzymać wieniec spleciony z gałązek oliwnych, liści selera lub czegoś takiego, i żeby herold ogłosił ich zwycięzcami. Czy zatem będzie możliwe, żebyśmy my, na których czeka nagroda za życie tak niezwykła pod względem ilości i wielkości, że nie da się jej opisać słowami, sięgnęli po nią jedną ręką, śpiąc i przewracając się z boku na bok, prowadząc życie bez dyscypliny?

Wielką wartość miałoby wtedy dla życia lenistwo i ów Sardanapal musiałby być uznany za wyprzedzającego wszystkich w zdobywaniu szczęścia, czy też, jeśli ktoś woli, Margites, który – jak powiedział Homer (jeśli to są w ogóle słowa Homera) – nie używał pługa, ani łopaty, ani niczego innego z rzeczy koniecznych do prowadzenia życia. Czy jednak nie są raczej prawdziwe słowa Pittaka, który powiedział, że t, co dobre, jest trudne? Możemy wejść w posiadanie tych dóbr, o których mówiłem wcześniej, że nic ze spraw ludzkich nie może się z nimi równać, tylko z trudem, po przejściu przez wiele życiowych zmagań. Nie powinniśmy zatem być leniwi i nie możemy zamieniać wzniosłej nadziei na krótkotrwałą przyjemność, jeśli nie chcielibyśmy otrzymać nagany i ponieść kary, nie tyle od ludzi stąd (chociaż nawet to nie jest sprawą błahą dla człowieka mającego rozum), ale w tych miejscach sądu, które znajdują się pod ziemią, czy gdzieś indziej. Jak dla człowieka niechcący występującego przeciw temu, co dobre, znajdzie się u Boga jakieś przebaczenie, tak dla wybierającego gorsze rzeczy w sposób przemyślany nie będzie żadnej obrony przed wymierzeniem mu kary, i to bardziej surowej.

Bazyli Wielki, Do młodzieńców 8

Tagi:

Zostaw odpowiedź