9 października Kościół rzymskokatolicki wspomina męczeństwo świętego Dionizego i jego towarzyszy. Według tradycji był jednym z pierwszych głosicieli chrześcijaństwa w Galii i poniósł śmierć męczeńską przez ścięcie wraz z prezbiterem Rustykiem i diakonem Eleuteriuszem. Jednym z najstarszych świadectw o Dionizym jest „Historia Franków” Grzegorza z Tours (I, 30), napisana w drugiej połowie VI wieku. Autor wymienia go wśród siedmiu biskupów wysłanych do Galii za panowania cesarza Decjusza i podaje, że biskup Paryża, poddany rozmaitym mękom za imię Chrystusa, zakończył życie od miecza.
Późniejsze łacińskie opisy męczeństwa rozwinęły tę krótką wiadomość. W anonimowej „Passio Post beatam et gloriosam” w rozdziale 13, pojawia się legenda, według której ciało Dionizego po egzekucji podniosło się, ujęło odciętą głowę i zaniosło ją na odległość niemal dwóch mil. Datowanie tekstu jest sporne: proponuje się VIII lub początek IX wieku. Opowieść ta wyjaśnia charakterystyczny sposób przedstawiania świętego — jako biskupa trzymającego własną głowę w rękach.
Ponieważ miejsce kultu świętego Dionizego (Saint-Denis pod Paryżem) rozwinęło się z czasem w wielki ośrodek życia monastycznego oraz nekropolię królów Francji, a sam Dionizy czczony jest jako patron Francji, mimo braku pewnych informacji o samym świętym jego kult – karmiony późniejszymi legendami – bardzo rozpowszechnił się w całej Francji. Dlatego w Paryżu i innych miastach wśród figur świętych umieszczanych wewnątrz lub na fasadzie kościołów i katedr prawie zawsze znajdziecie wizerunek świętego Dnionizego. Łatwo go odróżnić od innych świętych: własną głowę trzyma w swoich dłoniach.
Choć niewątpliwie opowieść o zdekapitowanym ciele, które chwyta własną głowę i przenosi ją w inne miejsce, jest niezwykle barwna i ciekawa, na dzień wspomnienia świętego Dionizego proponujemy lekturę „Historii Franków” Grzegorza z Tours, choć sam Dionizy jest w niej zaledwie wzmiankowany.
Z pism Ojców
Za panowania cesarza Decjusza wybuchły liczne prześladowania wymierzone przeciw imieniu chrześcijańskiemu. Tak wielka była rzeź wierzących, że nie sposób było zliczyć jej ofiar. Babylas, biskup Antiochii, wraz z trzema chłopcami: Urbanem, Prilidanem i Epolonem, a także Sykstus, biskup Kościoła rzymskiego, Wawrzyniec, archidiakon, oraz Hipolit dopełnili swego życia przez męczeństwo za wyznawanie imienia Pańskiego. W tym czasie zwłaszcza Walentynian i Nowacjan, przywódcy heretyków, podjudzani przez Nieprzyjaciela, występowali zaciekle przeciw naszej wierze.
Za jego panowania siedmiu mężów wyświęcono na biskupów i wysłano do Galii, aby głosili Ewangelię, jak opowiada historia męczeństwa świętego Saturnina. Mówi ona bowiem:
„Za konsulatu Decjusza i Gratusa, jak zachowuje wierna pamięć, miasto Tuluza zaczęło mieć świętego Saturnina za swego pierwszego i najwyższego kapłana”.
Wysłani zostali zatem: do Tours — biskup Gatian; do Arles — biskup Trofim; do Narbony — biskup Paweł; do Tuluzy — biskup Saturnin; do Paryża — biskup Dionizy; do Owernii — biskup Austremoniusz; do Limoges zaś przeznaczono biskupa Marcjalisa.
Spośród nich błogosławiony Dionizy, biskup Paryża, poddany rozmaitym mękom za imię Chrystusa, zakończył doczesne życie pod ciosem miecza. Saturnin natomiast, pewny już czekającego go męczeństwa, powiedział do dwóch swoich prezbiterów:
„Oto już składany jestem w ofierze i nadchodzi czas mojego odejścia. Proszę, abyście mnie nie opuszczali, dopóki nie dopełnię przeznaczonego mi kresu”.
Kiedy jednak został pojmany i prowadzono go na Kapitol, oni go opuścili, a jego samego wleczono dalej. Widząc zatem, że został przez nich porzucony, miał się modlić:
„Panie Jezu Chryste, wysłuchaj mnie ze swego świętego nieba: niech ten Kościół nigdy, po wieczne czasy, nie dostąpi tego, by mieć biskupa spośród mieszkańców tego miasta”.
Dowiedzieliśmy się, że aż do naszych czasów tak właśnie działo się w tym mieście. On zaś, przywiązany do nóg rozwścieczonego byka i strącony z Kapitolu, zakończył życie.
Gatian natomiast, Trofim, Austremoniusz, Paweł i Marcjalis żyli w najwyższej świętości, pozyskali dla Kościoła liczne ludy i wszędzie rozszerzyli wiarę w Chrystusa, po czym odeszli jako błogosławieni wyznawcy. I tak zarówno ci, którzy opuścili ziemię przez męczeństwo, jak i ci, którzy odeszli jako wyznawcy, zjednoczyli się razem w niebie.
Grzegorz z Tours, Historia Franków I, 30.













