Kończymy dziś czytanie Mowy 81 Augustyna z Hippony wygłoszonej w kontekście zdobycia i złupienia Rzymu przez Gotów pod wodzą Alaryka (więcej o kontekście tego tekstu przeczytacie tutaj). Całość mowy dostępna jest w Bibliotece patrystycznej na naszym portalu, a tutaj zamieszczamy jej ostatni fragment.
Z pism Ojców
Mówią: „Oto w czasach chrześcijańskich ginie Rzym!” Ale czy rzeczywiście Rzym ginie? Może został jedynie dotknięty karą, a nie zniszczony. Może został napomniany, a nie zgładzony. A może Rzym nie zginie, jeśli nie zginą sami Rzymianie. Bo Rzymianie nie zginą, jeśli będą wychwalać Boga. Zginą natomiast, jeśli będą Mu bluźnić.
Czym bowiem jest Rzym, jeśli nie jego mieszkańcami? Nie chodzi przecież o kamienie i drewno, o wspaniałe budowle, wysokie pałace czy potężne mury. Wszystko to zostało zbudowane przez ludzi, a więc kiedyś musiało ulec zniszczeniu. Człowiek wznosił to miasto, układając kamień na kamieniu. Człowiek może też rozebrać je, zdejmując kamień z kamienia. To człowiek zbudował Rzym i człowiek może go zburzyć.
Czy naprawdę wyrządzamy krzywdę samemu Rzymowi, mówiąc: „Rzym upada”? Raczej obrazimy jego założyciela. Czyż nie obrażalibyśmy Romulusa, gdybyśmy twierdzili, że upada miasto, które zbudował? A przecież cały świat, który stworzył Bóg, także kiedyś przeminie. Jednak nawet dzieło człowieka nie upada bez woli Boga. Tym bardziej dzieło Boga nie może zginąć z woli człowieka. Bóg stworzył świat jako rzeczywistość przemijającą. Dlatego również ciebie stworzył jako śmiertelnego. Sam człowiek – ozdoba miasta, jego mieszkaniec, zarządca i władca – przychodzi na świat po to, aby z niego odejść. Rodzi się po to, aby umrzeć. Wchodzi w życie po to, aby przez nie przejść. Przecież sam Pan powiedział: „Niebo i ziemia przeminą” (Mt 24,35). Cóż więc dziwnego, że również jakieś miasto kiedyś dojdzie do swego kresu? Nawet jeśli Rzym nie kończy się właśnie teraz, to przecież kiedyś i jego kres nadejdzie.
Ktoś jednak zapyta: „Dlaczego Rzym upada właśnie wtedy, gdy chrześcijanie składają Bogu swoje ofiary?” Ja odpowiem innym pytaniem: Dlaczego Troja – matka Rzymu – spłonęła wtedy, gdy składano ofiary pogańskim bogom? Bogowie, w których Rzymianie pokładali nadzieję, byli przecież wcześniej bogami Troi. Po jej zniszczeniu mieli razem z Eneaszem przybyć do Italii.
Lecz cóż to byli za bogowie? Eneasz wyniósł ich z płonącej Troi. A właściwie – uciekając, niósł ze sobą bezradnych bogów. Bo skoro człowiek mógł ich nieść na swoich barkach, a oni sami nie potrafili ocalić ani siebie, ani własnego miasta, to jaką mieli moc? Przybywszy z tymi fałszywymi bogami do Italii, Eneasz założył Rzym.
Nie będę rozwijał całej tej historii. Przypomnę jedynie to, co sami pogańscy autorzy napisali. Jeden z ich najbardziej znanych historyków mówi:
„Miasto Rzym, o ile mi wiadomo, założyli i początkowo zamieszkiwali Trojanie, którzy pod wodzą Eneasza, jako wygnańcy, błąkali się bez stałej siedziby.” (Sallustius, Bellum Catilinae 6,1)
A więc zabrali ze sobą bogów z Troi, założyli Rzym w Lacjum i tam oddawali cześć tym samym bóstwom, które wcześniej czczono w Troi.
Również ich poeta przedstawia Junonę, rozgniewaną na Eneasza i uciekających Trojan. Mówi ona:
„Znienawidzony przeze mnie ród żegluje po morzu Tyrreńskim, niosąc do Italii Troję i pokonanych Penatów” (Wergiliusz, Eneida I, 37–68; zwł. 68: Ilium in Italiam portans victosque Penates).
Zwróćcie uwagę na te słowa: „pokonanych Penatów”, czyli pokonanych bogów. Jeżeli bogowie byli niesieni do Italii jako pokonani, to czy było to jeszcze bóstwo, czy raczej zapowiedź klęski?
Dlatego miłujcie Boże Prawo, a zgorszenie nie znajdzie do was dostępu. Prosimy was, błagamy i zachęcamy: Bądźcie ludźmi łagodnymi. Współczujcie cierpiącym. Otaczajcie opieką słabych (por. 1 Tes 5,14). Zwłaszcza teraz, gdy tak wielu ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów, gdy tylu jest wygnańców, ubogich i cierpiących, niech obfituje wasza gościnność i wasze dobre uczynki. Niech chrześcijanie czynią to, czego uczy Chrystus. Wtedy poganie, bluźniąc chrześcijaństwu, będą świadczyć jedynie o własnym zaślepieniu.
Augustyn z Hippony, Mowa 81,9
Punkty do medytacji
Odważne słowa, prawda? Zwłaszcza wobec tak wielkiej tragedii jak zniszczenie miasta. Augustyn jednak zdaje się lekceważyć samo miasto, a uwagę zwraca na jego mieszkańców: to nie sam Rzym jest ważny, ale Rzymianie, którzy – jak długo będą ludźmi Bożymi – na pewno nie zginą. Czy mielibyśmy taką samą odwagę myśleć i mówić w ten sposób w obliczu podobnych tragedii dzisiaj?














