Jeśli prawdą jest, że „historia jest nauczycielką życia”, to studiowanie historii nie jest po prostu powrotem do tego, co było kiedyś, ale jest uczeniem się tego, co dzieje się na naszych oczach. Historia przecież lubi się powtarzać. Przyjrzyjmy się więc krótko dużo starszej schizmie w Kościele rzymskim, niż ta, która ma miejsce w tych dniach…
Prześladowania Kościoła
Cesarstwo rzymskie w swoich strukturach władzy miało urząd „najwyższego kapłana”, do którego kompetencji należało regulowanie kwestii religijnych na obszarze zarządzanym przez Rzymian. W czasach, gdy rodziło się chrześcijaństwo władza w państwie rzymskim koncentorwała się na osobie cesarza i urząd ten był po prostu jedną z jego kompetencji. Sprawy religii czyli regulacje prawne dotyczące osób będących kapłanami, zezwolenia na budowę i prowadzenie świątyń, zasady kultu czy organizacji świąt i wydarzeń religijnych – wszystko to podlegało władzy cesarskiej i regulacjom państowym.
Rodzące się chrześcijaństwo było religią nową i nie podlegało tym regulacjom. Co więcej jako religia bez świątyń czy kapłanów mogła spokojnie uchodzić raczej za szkołę filozoficzną lub jakieś stowarzyszenie. Brak tych regulacji czynił chrześcijaństwo – podobnie zresztą jak grupy gnostyckie czy kulty misteryjne – podatnym na działania opresyjne ze strony administracji rzymskiej. I rzeczywiście od I do IV wieku administracja rzymska pod różnymi cesarzami (na przykład za Nerona, Wespazjana czy Decjusza) podejmowała działania, które Kościół odbierał jako prześladowcze.
Najtrudniejszy czas relacji między chrześcijanami a cesarstwem przypada na lata 303-305, kiedy cesarz Dioklecjan realizując swoją reformę państwa postanowił umocnic we wszystkich prowincjach podlegających jego władzy dawne kulty rzymskie i zwalczać środowiska, które je osłabialy. Kilka dekretów tej polityki religijnej dotknęły szczególnie chrześcijan. Nakazano na przykład wydać księgi Pisma Świętego czy naczynia liturgiczne. Zarządzono konfiskatę majątków wspólnot chrześcijańskich. Nakazano pod karą śmierci, którą poprzedzano torturami, złożenie ofiary duchowi opiekuńczemu Cesarza, co miało być zwykłym dowodem lojalności wobec władzy, ale przez chrześcijan traktowane było jako wyparcie się Chrystusa.
Politykę religijną Dioklecjana z całą stanowczością wprowadzano na Wschodzie cesarstwa, na Zachodzie jego dekretów nie realizowano z jakąś wielką determinacją. System władzy cesarstwa w tym czasie nazywa się „tetrarchią”, gdyż administracja państwowa opierała się na czterech władcach: dwóch augustach (wschodnim, mającym prymat i zachodnim) oraz na podlegającym im cezarach. Dioklecjan był augustem wschodu, a jego cezarem był Galeriusz. Zachodem rządzili Maksymin jako august i Konstancjusz Chlorus (ojciec Konstantyna Wielkiego) jako cezar. Czy to z kalkulacji politycznej czy z własnych przekonań nie przykładali się do wcielania w życie dekretów Dioklecjana. Dlatego to chrześcijanie Wschodu zapamiętali lata 303-305 jako czas Wielkiego Prześladowania a Dioklecjan i Galeriusz, skądinąd sprawni władcy na kartach historii kościolnej zapisali się przede wszystkim jako prześladowcy Kościoła.
Chrześcijanie w tym czasie zachowywali się różnie. Wielu bardzo heroicznie: przyjmowali karę śmierci i znosili tortury odmawiając złożenia ofiary lub wydania ksiąg świętych. Byli jednak duchowni i świeccy, którzy w czasie, gdy policja cesarska szukała ich w celu realizacji decyzji cesarskich, zaszywali się na prowincji i nie można ich było znaleźć, uznawali, że ich życie jest cenniejsze niż księgi, naczynia liturgiczne lub majątek Kościoła, a nawet decydowali się rzucić kadzidło pogańskiemu bóstwu, żeby uniknąć śmierci… Nie było jednomyślności wśród biskupów i chrześcijańskiego ludu co do tego jak należy postąpić w takiej sytuacji.
Prawdziwe problemy miały dopiero nadejść
Gdy minął czas „reformy religijnej” Dioklecjana i ustały prześladowania, Kościoły musiały zmierzyć się z nowymi problemami. W Egipcie na przykład biskup Lykopolis, Melecjusz bez wymaganej zgody biskupa Aleksandrii ustanawiał biskupów w miejscowościach, w których przez długi czas nie wiadomo było co dzieje się z dotychczasowym biskupem. Gdy powrócili biskupi, którzy się ukrywali, okazało się, że całkiem sporo Kościołów ma dwóch biskupów…
Poza tym gdy chrześcijanie na nowo „odliczyli się” wychodząc z ukrycia, gdy zaczęły krążyć listy między wspólnotami, zaczął wyłaniać się obraz wspólnoty po bitwie. Najpierw dostrzeżono bezdyskusyjnych bohaterów. Tych nazwano „martyres” (świadkami): oddali życie za wiarę i „confessores” (wyznawcami): znieśli tortury lub utratę majątków, ale nie porzucili wiary. Byli jednak tacy biskupi, prezbiterzy czy diakoni, którzy żeby uniknąć surowych sankcji karnych wydali księgi, naczynia liturgiczne lub majątki kościelne. Na ich określenie łacina ma piękne słowo: „traditor”, które dosłownie znaczy „człowieka, który coś wydał”, ale jeśli wydanie dotyczy nie czegoś lecz kogoś, to słowo znaczy tyle co „zdrajca”. I wreszcie byli chrześcijanie – zarówno świeccy jak i duchowni – którzy złożyli ofiarę czy to rzeczywiście porzucając wiarę chrześcijańską czy tylko pod przymusem lub ze strachu. Tych określano mianem „lapsi”, czyli „upadli”.
Kościół będzie potrzebował sporo czasu, żeby po prześladowaniach się pozbierać. Doświadczenie wcześniejszych prześladowań sprawiło, że w Kościele istniał już wypracowany sposób postępowania z „lapsi”, czyli z tymi, którzy wyparli się wiary przez gest złożenia pogańskiej ofiary, ale zrobili to ze strachu czy przymusu i chcą wrócić do jedności z Kościołem. Już w III wieku chrześcijaństwo wypacowało zasady: nakłada się na „upadłego” dwu lub trzyletnią pokutę, po której przywraca się go do pełnej jedności z Kościołem. Istniała tylko jedna grupa w Kościele zachodnim – nowacjanie – która nie przyjęła tego rozwiązania i nie pozwalała na pokutę. Początek dał im Nowacjan, prezbiter Rzymu, który w 251 roku, po prześladowaniach za cesarza Decjusza sprzeciwił się decyzji synodu o możliwości nałożenia pokuty na „upadłych”, a gdy biskupem Rzymu został Korneliusz, Nowacjan dał się wyświęcić na konkurencyjnego biskupa Rzymu. Do schizmy Nowacjana dołączyli biskupi właściwie ze wszystkich prowincji i w III i IV wieku zbudowai równoległe do katolickich struktury. Schizma ostatecznie zanikła w wieku VII po Chrystusie.
Po prześladowaniach za Dioklecjana pojawiła się nowa kwestia: już nie chodziło o kwestię wyparcia się wiary i powrotu do niej, ale o kwestię zachowania lub utracenia urządu na skutek takiego lub innego postępowania. Czy biskup, który ukrywał się przed prześladowaniami i tym samym uniemożliwił wiernym dostęp do sakramentów, pozostaje biskupem? Czy duchowny, który wydał księgi, naczynia liturgiczne lub majątki kościelne, może dalej sprawować swój urząd? Sytuacja Kościoła po prześladowaniach za Dioklecjana wymogła na wspólnocie chrześcijańskiej udzielenie odpowiedzi na nowe pytanie: czy duchowny, który okazał się traditor, nadal może ważnie sprawować sakramenty? Spór nie dotyczył jak w III wieku pytania o możliwość i o warunki pokuty, ale kwestii dotyczących natury Kościoła i jego sakramentów. W centrum sporu znajdzie się pytanie o duchowieństwo, o urzędy kościelne (kiedy się je traci) i o ważność sakramentów sprawowanych przez duchownych w stanie grzechu lub schizmy.
Konkretyzacja sporu: donatyści
Pytania, które „wiszą w powietrzu” w całej wspólnocie czy w całym społeczeństwie, najczęściej znajdują rozwiązania w jakiejś konkretnej sytuacji. W przypadku wyzwań róznych Kościołów i właściwie całego chrześcijaństwa w początku IV wieku spór zaczął się toczyć wokół biskupa Kartaginy.
Kartagina w roku 311 musiała przeprowadzić procedurę wyboru nowego biskupa. Wybrany został Cecylian, który był diakonem za biskupa Mensuriusza, zmarłego na początku 311 roku. Nie ciążyły na nim zarzuty o niewłaściwe postępowanie podczas prześladowań, ale znano jego łagodne stanowisko wobec upadłych i „traditores”. Zwolennicy rygorystycznego stanowiska, że „traditores” automatycznie tracą swoje urzędy i przestają być diakonami czy biskupami, po ustanowieniu Cecyliana biskupem Kartaginy nie uznali tej konsekracji biskupiej z tego powodu, że jednym z konsekratorów był Feliks, biskup Aptungi, który wykonał dekret cesarski nakazujący wydanie księg świętych. Według części chrześcijan oznaczało to, że stracił urząd, nie był więc biskupem i konsekracja z jego udziałem była nieważna. Jednego stanowiska jeszcze nie wypracowano, powszechnej zgody w te same procedury nie było, wiec Kartagina się podzieliła: część uznawała Cecyliana biskupem, a część wybrała i wyświęciła drugiego biskupa, Majorinusa. Majorinus zmarł niespłna dwa lata po wyborze, a w jego miejsce wybrano Donata z Casae Nigrae. To jego imię posłuży jako nazwa dla tych schizmatyków, którzy ostatecznie nie uznają wypracowanej podczas synodów organizowanych w różnych częściach świata nauki o tym, że sakramenty udzielane przez niegodnych duchownych są cały czas ważne.
Lefebryści i donatyści: czy są jakieś podobieństwa
Przy okazji ożywania w Kościele rzymskim pytań o schizmę w związu ze święceniami w Econe dokonanymi przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X w niektórych komentarzach zaczęto nawiązywać do donatyzmu. Fatalnym błędem i jawną nieprawdą jest sugerowanie, że ruch levebrystyczny zajmuje stanowisko donatystów, gdyż wszyscy uczestnicy aktualnego sporu uważają donatystów nie tylko za schizmatycką hierarchię, ale za heretyków. Podobnie jednak w obu sporach mamy pytania głębokie, doktrynalne i kwestie praktyczne i raczej powierzchowne. W IV wieku spierano się czy wyświęcenie Cecyliana jest ważne, w XXI spór toczy się o ważność mszy po reformie. W IV wieku problemem była jednak różnica zdań na temat natury urzędu w Kościele i sakramentów, a w XXI problemem są zapisy II Soboru Watykańskiego na temat ekumenizmu i innych religii, a także pytania o to, które elementy nowoczesnej mentalności są do pogodzenia z depozytem wiary Kościoła. Fakt, że problemy będące fundamentem sporu nie znalazły jeszcze definitywnych rozwiązań, każe nam wierzyć, że jesteśmy cały czas w początkowej fazie sporu: już są podziały, już jest schizma, ale jeszcze nie pojawiło się na tyle jasne sformułowanie ortodoksji, by wyłoniła się herezja, bez której podział pozostaje dość mglisty.
Propozycja Patres2.pl
Portal Patres2.pl jest cały czas „in statu nascendi”, czyli mówiąc po naszemu: „rozwijamy się!”. Regularnie pojawiają się już posty z cyklu „Liturgia z Ojcami” i „Czytamy Ojców”, dzięki czemu codziennie możecie sięgać po tekst patrytyczny. W zeszłym tygodniu wielką popularnością cieszył się tekst: „Święcenia bez Rzymu, żeby bronić rzymskiego Kościoła?” z cyklu Ojcowie dzisiaj, który sięga do świata Ojców w celu przyglądania się aktualnym wyzwaniom Kościoła. W związku z tym mamy dla użytkowników i korzytających z portalu propozycję: co powiecie na wykłady w formie konwersatorium?
Konkretna propozycja jest następująca: ilość wykładów będzie zależna od ilości użytkowników opłacających abonament Mecenas Ojców; Badacze Ojców będą wybierać temat i termin wykładu i będą mieli darmowy dostęp do nagrania; Przyjaciele Ojców i pozostali użytkownicy strony będą mieli dostęp za symboliczną opłatą lub na osobistą prośbę darmo. Jeśli Mecenasi i Badacze Ojców są chętni – dajcie znać pisząc mail: kontakt@patres2.pl.
dr Przemysław Marek Szewczyk














