Strona główna / Ojcowie na niedzielę / Kocham was w Chrystusie, lecz nie zamiast Chrystusa

Kocham was w Chrystusie, lecz nie zamiast Chrystusa

Liturgia kolejnego Dnia Pańskiego przynosi niezwykle ważny, ale i trudny fragment Ewangelii świętego Mateusza. Odczytujemy w kościołach fragment, w którym Jezus stwierdza, że nie jest Go godzien uczeń, który bardziej od Niego kocha swoich rodziców lub dzieci.

Na początku V wieku homilię do tego fragmentu Ewangelii wygłosił Augustyn z Hippony. Całość tej homilii – dla tych którzy mają więcej czasu, żeby poświęcić go na lekturę – znajduje się w bibiotece patrystycznej naszego portalu (wystarczy kliknąć tutaj). Wszystkich odwiedzających portal Patres2.pl zachęcamy natomiast do lektury kilku jej fragmentów.

Z pism Ojców

Na świecie istnieją bowiem rzeczy, które są kochane w sposób niewłaściwy. A gdy kocha się je niewłaściwie, czynią one człowieka nieczystym. Wielkim splamieniem duszy jest miłość nieuporządkowana; jest ona ciężarem, który przygniata tego, kto pragnie wzlecieć. Jak bowiem miłość sprawiedliwa i święta unosi duszę ku rzeczom niebieskim, tak miłość niesprawiedliwa i nieczysta strąca ją w dół. Każdy człowiek ma swój własny ciężar — jest nim jego miłość. To ona niesie go tam, dokąd powinien zmierzać. Nie prowadzi go tam, gdzie nie należy, lecz tam, dokąd sama jest skierowana. Kto więc dobrze miłuje, zostanie uniesiony ku temu, co kocha. A gdzie będzie przebywał, jeśli nie tam, gdzie znajduje się dobro, które umiłował? Jaką nagrodą zachęca nas Pan Chrystus, abyśmy Go miłowali, jeśli nie spełnieniem tej prośby, którą zanosi do Ojca: „Chcę, aby i ci byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem”? Chcesz być tam, gdzie jest Chrystus? Kochaj Chrystusa, a ciężar tej miłości poniesie cię do miejsca, gdzie On przebywa. To, co cię wznosi ku górze, nie pozwoli ci opaść na dół. Nie szukaj żadnych innych machin ani środków, by wznieść się ku górze. Miłując — wspinasz się; miłując — zostajesz porwany; miłując — dochodzisz do celu. Wspinasz się bowiem wtedy, gdy zmagasz się z nieuporządkowaną miłością; zostajesz porwany, gdy odnosisz zwycięstwo; dochodzisz do celu, gdy otrzymujesz wieniec.

(…)

Cóż mówi do mnie złoto? „Kochaj mnie”. A co mówi mi Bóg? „Posługuj się nim — lecz tak, aby cię nie zatrzymało i nie oddzieliło od Mnie”. Cokolwiek innego mówi mi: „Kochaj mnie”, jest stworzeniem. Ja zaś kocham Stwórcę. Dobre jest to, co On uczynił, lecz o ileż lepszy jest Ten, który to uczynił! Jeszcze nie oglądam piękna Stwórcy, lecz widzę najniższy odblask piękna stworzeń. Tego, czego nie widzę, wierzę; wierząc — miłuję, a miłując — oglądam.

Niech więc umilkną ponętne głosy rzeczy śmiertelnych. Niech umilknie głos złota i srebra. Niech zamilknie blask drogich kamieni. Niech wreszcie umilkną uroki tego widzialnego światła. Niech wszystko umilknie. Mam bowiem jaśniejszy głos, za którym chcę podążać — głos, który porusza mnie głębiej, mocniej mnie pobudza i silniej rozpala. Nie słyszę już zgiełku rzeczy ziemskich. Cóż więcej powiedzieć? Niech umilknie złoto, niech umilknie srebro, niech umilknie wszystko, co należy do tego świata.

Niech ojciec mówi: „Kochaj mnie”. Niech matka mówi: „Kochaj mnie”. Na takie słowa odpowiem: „Zamilknijcie”. Czyż ich żądanie nie jest słuszne? Czy nie powinienem oddać tego, co otrzymałem? Ojciec mówi: „Zrodziłem cię”. Matka mówi: „Urodziłam cię”. Ojciec mówi: „Wychowałem cię”. Matka mówi: „Karmiłam cię”. Być może słuszne są ich słowa, gdy mówią: „Chcesz unosić się na Jego skrzydłach? Nie odlatuj jako dłużnik. Oddaj to, co wcześniej ci daliśmy”.

Odpowiedzmy więc ojcu i matce, którzy słusznie mówią: „Kochaj nas”. Odpowiedzmy: „Kocham was w Chrystusie, lecz nie zamiast Chrystusa. Bądźcie ze mną w Nim, a nie oczekujcie, że będę z wami bez Niego”. Lecz oni mówią: „My nie chcemy Chrystusa”. A ja odpowiadam: „Ja bardziej niż was pragnę Chrystusa”. Czy mam zważać na rodziców, a utracić Stwórcę?

Odpowiadam ojcu: „Zrodziłeś mnie pod wpływem naturalnego pragnienia, lecz On z dobroci stworzył i mnie, i ciebie. Czy mam wzgardzić Tym, który umiłował nas, zanim jeszcze istnieliśmy?”

Powiedzmy także matce: „Mogłaś mnie począć, ale czy mogłaś mnie ukształtować? Mogłaś nosić w swoim łonie ciężar mojego ciała, ale czy mogłaś tchnąć duszę w ciało? Gdy nosiłaś mnie ukrytego w swoim łonie, nie wiedziałaś nawet, czy jestem chłopcem, czy dziewczynką. Czyż tak jak ty nie znałaś ciężaru, który nosiłaś, tak Bóg nie znał dzieła, którego dokonywał?” Czy odważysz się powiedzieć: „Nie idźmy do Niego”? Przecież słyszysz, że mówię: „Pójdźmy tam razem”. Ja jednak bardziej słucham Jego głosu, bardziej się Go boję i bardziej Go miłuję. Nie uczyniłaś dla mnie więcej niż Ten, który stworzył mnie w tobie… Ty byłaś stworzona ze względu na mnie, lecz Ten, przez którego wszystko zostało stworzone, sam dla nas stał się jednym ze stworzeń (por. J 1, 3; Kol 1, 16; Flp 2, 6–8). Czy mam wzgardzić Chrystusem przez miłość do matki — Chrystusem, który ze względu na mnie, będąc Bogiem, zechciał mieć Matkę? 

Augustyn, Mowa 56/A

Punkty do medytacji

Zwróć uwagę, że Augustyn świadom jest jak ważna jest miłość: uskrzydla w drodze do wielkich celów, dodaje sił w drodze, nadaje sens. Wie, że mamy się o nią starać i ją cenić. Ale z drugiej strony widzi niebezpieczeństwo miłości nieuporządkowanej. Zastanów się nad porządkiem swojej miłości: co jest najbardziej przez Ciebie miłowane.

Relacje z najbliższymi, miłość rodzicielska i synowska wydają się najdoskonalszymi rodzajami ludzkiej miłości. Czy zgadzasz się z Augustynem, że czasem mogą konkurować z miłością do Chrystusa? Jak to jest w Twoim przypadku? Miłość do rodziców, do współmałżonka, do dzieci czy do przyjaciół jest wpisana w Twoje miłowanie Chrystusa czy jakoś się z nim kłóci?

Tagi:

Zostaw odpowiedź