Strona główna / Patres2.pl / Elżbieta z Schönau: mniszka, mistyczka, córka Ojców

Elżbieta z Schönau: mniszka, mistyczka, córka Ojców

Genialna praca francuskiego księdza

Każdy, kto zaczyna się poważnie zajmować patrologią, bardzo szybko natknie się na nazwisko Migne [miń]. Tak nazywał się francuski jezuita o podwójnym imieniu Jaques Paul, który przyszedł na świat w 1800 roku, a z tego świata odszedł 75 lat później. Jakub Paweł Migne został księdzem w 1824 roku i przez kilka lat pracował jako proboszcz w jednej z parafii diecezji Orleanu. Po kilku latach odkrył jednak w sobie zupełnie nowe powołanie: wydawcy tekstów Ojców Kościoła.

W pierwszej połowie XIX wieku dzieła Ojców Kościoła były bardzo trudne do zdobycia. Istniały w kosztownych wydaniach rozproszonych po bibliotekach Europy. Badacz chcący przeczytać Augustyna, Hieronima czy Grzegorza Wielkiego często musiał podróżować do kilku bibliotek. Migne postanowił to zmienić. Jego idea była prosta: wydrukować wszystko, co najważniejsze z literatury chrześcijańskiej, tanio i w dużym nakładzie. Otrzymał zgodę biskupa, by zaprzestać posługi duszpasterskiej w parafii i zająć się pracą wydawniczą.

Założył ogromną drukarnię w Petit-Montrouge pod Paryżem i zatrudniał setki pracowników. W pewnym sensie stworzył XIX-wieczne „wydawnictwo naukowe na skalę przemysłową”. W roku 1844 rozpoczą wydawanie tomów w serii Patrolgia Latina, których do publikacji ostatniego tomu w roku 1855 ukazało się 221. Zawierają one pisma autorów łacińskich od Tertuliana aż do Innocentego III. Następnie zaczął wydawać teksty greckie: początkowo w łacińskim przekładzie, a następnie dwujęzyczne z tekstem greckim w jednej kolumnie i łacińskim przekładem w kolumnie obok. Pierwszy tom zawiera teksty Ojców apostolskich (żyjących na przełomie I i II wieku po Chrystusie), a ostatni, 161 pisma Bessariona, greckiego uczonego i kardynała Kościoła rzymskiego żyjącego w XV wieku.

W 1868 roku wydarzyła się katastrofa: olbrzymia drukarnia Migne’a pod Paryżem spłonęła. Straty były ogromne, a do tego jeszcze Migne’e popadł w konflikty z władzami kościelnymi, które zarzucały mu prowadzenie przedsięwzięcia bardziej jak przedsiębiorstwa niż instytucji kościelnej. Nie udało mu się odzyskać dawnej pozycji, odbudować wydawnictwa i wznowić pracy nad publikacjami. Zmarł w 1875, ale praca którą wykonał jest nieśmiertelna i trudno przecenić jej znaczenie: dał chrześcijańskiemu światu Zachodu narzędzie do sięgania po bogactwo tradycji od początków chrześcijaństwa do końca średniowiecza.

Elżbieta z Schönau w 195 tomie Patrologia Latina Migne’a

195 tom serii łacińskiej najważniejszych pism chrześcijańskich zawiera teksty związane z Elżbietą z Schonau. Nie są to jej pisma, by była analfabetką i słabiutko znała łacinę. Są to teksty – jak głosi podtytuł wydania Migne’a – spisane przez jej brata Egberta i przez nią opowiedziane. Kim była ta kobieta i jak to się stało, że jej słowa znalazły się wśród najważniejszych tekstów Kościoła?

Egbert, który spisał to, co mówiła jego siostra Elżbieta, tak zaczyna swoją księgę:

Za dni papieża Eugeniusza, na terenie diecezji trewirskiej, w klasztorze zwanym Schönau, pod rządami opata Hildelina, żyła pewna młoda zakonnica, imieniem Elżbieta. Gdy przebywała już jedenasty rok wśród wspólnoty mniszek, mając dwadzieścia trzy lata życia, w roku Wcielenia Pańskiego 1152 została nawiedzona przez Pana. Ręka Jego była z nią i dokonywała w niej — zgodnie z dawnymi przejawami swego miłosierdzia — dzieł budzących wielki podziw i godnych zachowania w pamięci.

Dane jej bowiem było popadać w zachwycenie ducha i oglądać wizje tajemnic Pańskich, które pozostają ukryte przed oczami śmiertelników. Działo się to zaś nie bez jawnego cudu. Często bowiem, niemal zwyczajowo, w niedziele i inne dni świąteczne, około godzin, w których pobożność wiernych osiąga największe natężenie, była porywana w stan ekstazy. Gdy następnie stopniowo odzyskiwała zwykłą świadomość, nagle wypowiadała pewne Boże słowa po łacinie — słowa, których nigdy nie nauczyła się od nikogo ani też sama nie mogła wymyślić, jako że była osobą niewykształconą i nie posiadała żadnej albo tylko bardzo nikłą znajomość języka łacińskiego.

Niejednokrotnie przytaczała także świadectwa Pisma Świętego oraz inne słowa wysławiające Boga, odpowiadające temu, co oglądała w duchu, i czyniła to bez jakiegokolwiek wcześniejszego przygotowania. Dlatego wszystko, co wydarzyło się wokół niej i co uznano za służące chwale Boga oraz zbudowaniu wiernych, zostało w znacznej części spisane w niniejszej księdze zgodnie z jej własną relacją.

Elżbieta była prostą i niewykształconą benedyktynką obdarzoną darem wizji mistycznych. Zapierała się rękami i nogami przed rolą „prorokini” i „wizjonerki”, ale spisywane przez jej brata wizje były czytane przez wiernych Kościoła katolickiego. W wizjach zawarte jest podstawowe pouczenie, że każde życie ludzkie jest inne i do Boga można dojść będąc mnichem, biskupem, żoną lub mężem, dzieckiem czy wdowcem. Nie ma życiowej drogi, która byłaby dobra lub zła, nie ma drogi lepszej lub gorszej, raczej każda ma własne niebezpieczeństwa i własne piękno. Małżonkom Elżbieta mówiła o wzajemnej wierności, odpowiedzialnym rodzicielstwie i uczciwości. Duchownym przypominała, że mają służyć ludziom, a nie szukać zaszczytów. Rycerzy przestrzegała przed przemocą i pychą. Młodych zachęcała do życia w czystości, ale nie tylko jako zakazu – przedstawiała ją jako sposób zachowania wewnętrznej wolności. Jej mistyka była mocno osadzona w codzienności.

Wizje Elżbiety w pewnym momencie trafiły w ręce wielkich w Kościele: brat Elżbiety, Egbert zadbał o to, by otrzymali je arcybiskupi Trewiru, Kologii i Moguncji, a od nich dotarły aż do Rzymu. Biskupstwo rzymskie przeżywało wtedy dramat schizmy, który wprowadzał wiele zamętu w całym chrześcijaństwie Zachodu. Elżbieta nie pisała bezpośrednio do papieży jak Katarzyna ze Sieny czy Hildegarda z Bingen, ale obecne w jej wizjach pouczenia kierowane do duchowieństwa dotarły do uszu papieży.

Tłumaczymy?

Znaczną część dzieła Ekberta opowiadającego o Elżbiecie i przekazującego jej wizje i pouczenia, a wydanego przez J. P. Migne’a w 195 tomie Patrologia Latina zostało przeniesione na strony patres2.pl. Możemy je przetłumaczyć: ilość tekstu przekłada się na około 70 stron maszynopisu. Czy warto podjąć ten trud?

Hmm… Odpowiedź nie jest łatwa. W Internecie dostępny jest tekst Małgorzaty Borkowskiej, należącej do tej samej co Elżbieta monastycznej rodziny benedyktyńskiej p.t.: „Elżbieta z Schönau. Kłopoty z filtrem” (całość tekstu jest tutaj). Autorka zwraca uwagę na liczne wątpliwości co do autentyczności wizji Elżbiety w średniowieczu i obecnie. W kilku miejscach informacje przekazane przez Elżbietę okazały się nieprawdziwe. Powiedziała – powołując się na mistyczny kontakt z Maryją – że Orygenes za swoje kazania maryjne w dniu świąt maryjnych otaczany jest jasnością z nieba, choć ponosi nieznaczną karę za swoje błędy. Dziś wiemy, że przypisywane w średniowieczu Orygenesowi kazania maryjne nie są jego autorstwa. Elżbieta mogła tego nie wiedzieć, ale Maryja?

W Kolonii – za czasów Elżbiety – podczas robót ziemnych odkryto stary rzymski cmentarz, który uznano za miejsce pochówku legendarnej królewny brytyjskiej Urszuli – a opat Gerlach z Deutz zwrócił się właśnie do tej benedyktyńskiej mistyczki o rozwiązanie problemu autentyczności znalezionych „relikwii”. Na podstawie kolejnych wizji ogłosiła więc ona, które są autentyczne i opracowała całą historię męczeństwa świętej i jej towarzyszek. Dziś wiemy, że sporo w jej słowach zmyśleń nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

Małgorzata Borkowska pisze więc:

…jak to wszystko rozumieć. Oszustka? Nie, oszustką Elżbieta nie była na pewno: zbyt wiele w jej tekstach wyraźnego przekonania o prawdzie wiedzy, zdobywanej z zaświatów za cenę ogromnych cierpień. Histeryczka? Niemożliwe. Histeria, jakkolwiek by ją w ciągu wieków nazywano (…) jest zjawiskiem bardzo męczącym dla otoczenia, zwłaszcza tak bliskiego i stałego, jakim jest wspólnota zakonna (…). Ale skoro nie oszustka i nie histeryczka, to co jeszcze pozostaje: czy mamy (…) przyjąć za fakty objawione te wszystkie baśnie, które Elżbieta uważała, szczerze i uczciwie, za rzeczywiście objawione sobie?

Następnie benedyktynka podaje własne wydarzenie, co się stało w przypadku Elżbiety:

Elżbieta ubierała swoje doznania mistyczne w tak wielką ilość obrazów pochodzących z jej własnej wyobraźni, w tak wielką ilość własnych pojęć i pomysłów, że tego właściwie już nie można nazwać przekazem. Prawda Boża wśród tych wszystkich floresów ginie; jedyne, co zostaje, to zapis duszy, wyrywającej się do Boga, pragnącej kontaktu z Nim i gotowej za ten kontakt zapłacić najwyższą możliwą cenę. I właściwie nic więcej. Trzeba pamiętać, że tak być może, aby nie przyjmować zbyt pochopnie za autentyczne objawienie tego wszystkiego, co mówią, choćby i najcnotliwsi, wizjonerzy.

W wizjach Elżbiety jest więc sporo wymysłów i baśni, w jej słowach wiele jej własnej wyobraźni. Czy jednak na pewno Małgorzata Borkowska ma rację mówiąc, że „prawada Boża wśród tych wszystkich floresów ginie”? Czy na pewno nie da się oddzielić wymysłów i baśni Elżbiety od mądrości także obecnej w jej wizjach? Czy to jest taka mieszanka plewów i ziarna, że nie jest możliwe dokonanie odsiewu?

Do pytanie postawionego na początku tego paragrafu: „tłumaczymy?” trzeba więc koniecznie dodać drugie: „odsiewamy?”. Podczas tłumaczenia i odczytywania słów Elżbiety spisanych przez Ekberta będziemy musieli równocześnie te słowa krytykować, poddawać w wątpliwość i czasem ocenić jako jej wymysł i odrzucić. Czy coś wtedy zostanie? Są przynajmniej dwa powody, dla których warto wierzyć, że tak, że jest w doświadczeniu mistycznym Elżbiety coś z Bożej Prawdy, która jest wieczna i ponadczasowa: pozytywne świadectwo na temat Elżbiety innej wielkiej kobiety tego czasu – Hildegardy z Bingen – oraz przekonanie jej własnej wspólnoty, która znała ją najlepiej, o jej świętości.

Pytanie stawiamy naszym czytelnikom, czy znajdą się osoby, chcące podjąć ten podwójny trud: tłumaczenia pisma Ekberta o Elżbiecie z łaciny na polski i uczenia się przy tej okazji krytyki źródeł, czyli oddzielania tego co jest wymysłem od tego co jest prawdą. Jest to umiejętność, która potrzebna jest każdemu sięgającemu po jakiekolwiek źródło pisane, więc nawet jeśli w samych pismach więcej będzie wymysłów niż mądrości, trud nie pójdzie na marne, bo raz nabyta umiejętność krytyki źródła pozostanie.

Jak głosować za podjęciem się przez patres2.pl tłumaczenia i krytyki pism Ekberta o Elżbiecie z Schonau? Trzeba wejść na stronę Żywot świętej Elżbiety. Pierwsze dwa punkty tekstu już są w języku polskim. Z tej strony można przejść do „Listu Elżbiety do świętej Hildegardy” oraz do reszty pisma pogrupowanej zgodnie z wydaniem Migne’a w dziesięć ksiąg. Pod nagłówkiem każdej z tych stron znajduje się informacja, ile stron w maszynopisie zająłby ten fragment i ile kosztuje – licząc minimalną stawkę 40 PLN za stronę! – przetłumaczenie tego fragmentu. Obok tej informacji znajduje się link do płatności, dzięki któremu można przekazać właśnie 40 PLN, dzięki któremu fragment tekstu objętości jednej strony maszynopisu (ok. 1800 znaków ze spacjami) przetłumaczony zostanie ja język polski. W sumie na patres2.pl znajduje się tekst odpowiadający ok. 120 stronom maszynopisu. Jeśli więc znajdzie się 120 osób gotowych poświęcić 40 PLN na tłumaczenie jednej strony „Żywota świętej Elżbiety” odpowiedź będzie jasna: warto po tę zakonnicę i mistycznę, po jej słowa i wizje sięgnąć także dziś.

Zostaw odpowiedź